Gostyń 2000
mój Ukochany
ma poranione plecy
120 uderzeń rzymskim biczem
pochylonego
przywiązanego za ręce
do słupa
biło dwóch żołnierzy
ten niższy bił mocniej
zmiażdżone tkanki
porozrywane
zniekształcona twarz
wysięk do opłucnej
osocze oddziela się
od krwi
uszkodzony staw skokowy
na najpiękniejszej głowie
straszna czapa z kolców
krew zalewa oczy
powyrywana broda
lewe kolano zdarte
od ciągłego przewracania się
na ziemię
rany pod ciężką belką
uszkodzone ścięgna nerwy
krzyczą z bólu
arytmia serca
płuca nie mają powietrza
podciąga się
na przebitych nogach
dusi się
mój Ukochany
taki jest
bo mnie
sobą zasłonił
i przyjął to
na siebie
mój rozum
jest za mały
Ty mnie tak kochasz
czy ja
przyjęłam
dobrowolnie
jedno uderzenie
jedno cierpienie
za kogoś
z miłości
nie pamiętam
dbam bardzo o zdrowie
odpoczynek
właściwe odżywianie
żyję w strachu
o swoje serce
płuca wątrobę
i tak dalej
nie znoszę
pogardy
odrzucenia
upokorzeń
co mam
wspólnego
z Tobą
mój Ukochany
może ciało
i strach
nie są
takie ważne
proszę
daj mi Twoje serce