Herb Stowarzyszenia Wychowanków Gimnazjum i Liceum Ogólnokształcącego im. Adama Asnyka w Kaliszu. Stefan Szolc-Rogoziński
(1861-1896)

Stefan SZOLC - ROGOZIŃSKI  żeglarz, podróżnik, odkrywca
i badacz Kamerunu.

Stefan Szolz-Rogoziński. (gif 23095 bytes)      Urodził się 14 kwietnia 1861 roku w Kaliszu. Był synem Ludwika Scholtza, znanego przemysłowca kaliskiego i Malwiny z Rogozińskich, córki adwokata warszawskiego. Dziadek przyszłego podróżnika Karol Scholtz został sprowadzony z Brzegu na Dolnym Śląsku, jako majster tkacki do fabryki sukna Repphana w Kaliszu. W niedługim czasie stał się współwłaścicielem zakładu, żeniąc się z Fryderyką, córką Beniamina Repphana. Rodzina pod wpływem matki częściowo się polonizowała. Rogoziński po dojściu do pełnoletności spolszczył pisownię swego nazwiska na Szolc oraz przybrał drugi człon - nazwisko rodowe matki.

      W dwunastym roku życia Stefan rozpoczął naukę w niemieckiej szkole we Wrocławiu. Już w latach szkolnych pod wpływem literatury podróżniczej kształtowały się u niego zainteresowania dalekimi i obcymi krajami. "Nieraz byłem karany za rysowanie mapek podczas lekcji lub za kreślenie marszrut na mapach szkolnych" - wspominał później Rogoziński. W wieku 17 lat zamierzał narysować mapę Afryki, obejmującą wszystkie dokonane do tego momentu odkrycia.

      Po ukończeniu gimnazjum, wbrew woli ojca, wstąpił jako ochotnik do szkoły marynarki wojennej w Kronsztadzie, kończąc dzięki wybitnym zdolnościom i niezwykłej wytrwałości trzyletni kurs w półtora roku. Egzamin złożył 29 kwietnia 1880 roku i został mianowany oficerem floty rosyjskiej. Zaraz potem znalazł się na pokładzie żaglowca krążownika "Generał Admirał", którym udał się w rejs do Władywostoku, opływając dookoła Afrykę. W drodze powrotnej 14 listopada okręt uległ katastrofie na Oceanie Atlantyckim. Wykorzystując przymusowy postój, zwiedził Algier i Maroko. Podczas tej podróży zainteresował się mało znanymi wówczas krajami Afryki Równikowej, a szczególnie Kamerunem, którego zbadanie stało się głównym celem jego życia. Po szczęśliwym dopłynięciu do wybrzeży Francji, młody oficer rozpoczął przygotowania do wyprawy afrykańskiej. Na początku maja 1881 roku przybył do Paryża, gdzie po pewnych staraniach został przyjęty do Paryskiego Towarzystwa Geograficznego. Następnie podczas pobytu w Neapolu w Klubie Afrykańskim, wraz z tamtejszymi badaczami czarnego lądu, opracował pierwszy plan wyprawy w głąb Kamerunu. W tym samym roku wystąpił z marynarki rosyjskiej i wrócił do kraju. W połowie grudnia 1881 roku przyjechał do Kalisza, aby z rodziną spędzić Święta Bożego Narodzenia. Próbował też uzyskać od ojca pieniądze na wyprawę afrykańską. Ojciec jednak odmówił stanowczo jakiejkolwiek pomocy. Przeznaczył zatem na wyprawę środki z przypadającego mu udziału w spadku, po zmarłej w 1877 roku matce.

      Po powrocie do Warszawy Stefan Szolc-Rogoziński rozwinął szeroką akcję, mającą na celu zdobycie potrzebnych pieniędzy na wyprawę. Wokół całej sprawy rozgorzała ogólnonarodowa dyskusja. Celowość ekspedycji uznała część społeczeństwa polskiego. Gorącymi jej zwolennikami byli m.in.: Filip Sulimierski, właściciel i redaktor "Wędrowca", Wacław Nałkowski, Bolesław Prus i Henryk Sienkiewicz. Krytykował ją natomiast Aleksander Świętochowski, jako marnowanie potrzebnych w kraju pieniędzy. Po cyklu odczytów wygłoszonych w Warszawie Rogoziński przybył do rodzinnego Kalisza, gdzie 6 marca 1882 roku wygłosił odczyt nt. organizowanej wyprawy do Afryki. Nie ukrywał w nim, że przyświeca mu misja narodowa, chęć zwrócenia uwagi opinii światowej na Polaków, zdolnych do rywalizacji z krajami rozwiniętymi cywilizacyjnie.

      Wystąpienie w całości zostało wydrukowane w "Kaliszaninie", który następnie zamieszczał regularne informacje z przygotowań do wyprawy, a następnie o jej przebiegu. Drukował też listy Rogozińskiego i jego towarzyszy, pełne sensacyjnych wiadomości o niezwykłych przygodach wśród puszczy i plemion murzyńskich.

      Po pokonaniu ostatecznie licznych trudności Stefan Szolc - Rogoziński zakupił we Francji niewielki statek "Łucja Małgorzata" i 13 grudnia 1882 roku wypłynął z Hawru pod flagą francuską oraz flagą armatora w polskich barwach i z herbem Warszawy - Syrenką. W wyprawie wziął udział jego kolega szkolny Klemens Tomczek1 jako geolog Leopold Janikowski2 jako meteorolog. Z pierwszym z nich Rogoziński zbadał wybrzeże Kamerunu i dorzecze rzeki Mungo oraz odkrył Jezioro Słoniowe (M'bu) Wkrótce jednak (20.05.1884 r.) Tomczek zmarł na tropikalną chorobę. Z drugim - Leopoldem Janikowskim 12 grudnia 1884 r. zdobył najwyższy szczyt Fako (4070 m). Kilka miesięcy później (29 sierpnia 1885 r.), podczas kolejnego pobytu w kraju, Stefan Rogoziński ożenił się z literatką Heleną Janiną Boguską, piszącą pod pseudonimem Hajota. Pod koniec 1886 roku powrócił na Czarny Ląd, gdzie kupił plantację kakao na wyspie Fernando Po i osiedlił się na niej z żoną. Plantacja nie przyniosła przewidywanych dochodów potrzebnych na dalsze ekspedycje badawcze. Po krótkim jeszcze pobycie w Egipcie, schorowany badacz Kamerunu powrócił latem 1893 roku do kraju. Owładnięty jednak planami dalszych wypraw badawczych wyjechał w roku 1896 do Paryża, gdzie 1 grudnia poniósł śmierć pod kołami omnibusa. W kraju krążyła wersja, rozpowszechniana przez żonę, że zmarł na chorobę tropikalną na wyspie Fernando Po.

      Trudy polskiej ekspedycji nie przyniosły oczekiwanych rezultatów. Kamerun został zajęty przez Niemców. Polscy badacze tych terenów musieli ustąpić. Niemniej jednak Stefan Rogoziński wiele wniósł do nauki, w zakresie etnografii, botaniki, zoologii i innych. Przysporzył też chluby imieniu polskiemu.

1. W "Tygodniku Ilustrowanym" z 1 lipca 1882 r. Rogoziński napisał: "Stosunków koleżeńskich w szkole nie znałem prawie żadnych. Miałem tylko jednego przyjaciela, z którym rzadko rozstawałem się, a który i dziś jedzie ze mną do Afryki - Klemensa Tomczeka. Z nim badałem to, co mnie nieprzeparcie pociągało: świat nowy, świat nieznany...".
2. Leopold Janikowski urodzony w 1856 r. w Sieradzu, szkołę średnią ukończył w Kaliszu. Potrzebne na wyprawę do Afryki 2 tys. rubli uzyskał ze sprzedaży kolekcji starych monet, do zbierania których "zapalił się pod wpływem jakiegoś kaliskiego księdza-numizmatyka".

Opracował Jerzy Bielawski

Jako nastoletni chłopiec rozczytywał się w literaturze podróżniczej. Z największym pietyzmem rysował mapki z dokonanymi właśnie odkryciami na Czarnym Lądzie. Białe plamy w środkowej części kontynentu inspirująco działały na jego wyobraźnię. Postanowił poznać Afrykę z autopsji.

Stefan Szolc-Rogoziński, bo o nim właśnie mowa, urodził się w 1860 r. Po ukończeniu gimnazjum we Wrocławiu - wbrew woli ojca - zamiast zająć się rodzinną fabryką tekstyliów w Kaliszu (przygranicznym wówczas mieście rosyjskiego imperium), wstąpił do szkoły marynarki wojennej w Kronsztadzie. Już jako kadet odbył podróż dookoła świata na okręcie "Generał-Admirał", a zetknąwszy się z fascynującą egzotyką równikowej Afryki, postanowił tam wrócić.

Pod banderą Syreny

22 września 1881 r. w popularnym tygodniku artystyczno-literackim i krajoznawczo-geograficznym "Wędrowiec" ukazał się krótki artykuł-inserat Propozycja, podpisany przez jeszcze nieznanego oficera rosyjskiej marynarki, w prostych słowach oznajmiający, że zamierza udać się do Afryki równikowej nierozpoznanego jeszcze Kamerunu, gdzie po założeniu naukowo-badawczej stacji poznawać chce nadatlantyckie góry.

Z radością powitałbym pomiędzy zjednoczonymi siłami mej wyprawy - pisał Rogoziński - towarzysza podróży z ojczystej niwy, który zechciałby ze mną dzielić trudy i owoce...

Gdyby na ówczesnym placu Saskim, w pobliżu istniejącej wówczas cerkwi pojawiło się trójgłowe cielę lub biały słoń sprzedawał dzieciom cukierki w trakcie niedzielnego wyraju na Bielanach, nie zrobiłby większego wrażenia wśród czytelników niż ów skromny inserat. Wielu z nich polska wyprawa do Afryki wydała się niemożliwa do wykonania, absolutnym nonsensem. Jako pierwsi pastwić się zaczęli nad organizatorem tego afrykańskiego przedsięwzięcia dziennikarze różnych gazet i czasopism. Ze szczególną zajadłością zwalczał jednak ten pomysł publicysta i pisarz Aleksander Świętochowski.

Nawet gdybym był krezusem - napisał - ze stu milionów rubli nie dałbym pięćdziesięciu kopiejek na tę wyprawę.

Gdy zaś wyszło na jaw, że organizator wyprawy ma zaledwie lat... dwadzieścia, furia przeciwników doszła do zenitu. Nie pomogły wyjaśnienia, że mimo młodego wieku jest oficerem rosyjskiej marynarki, rzeczywistym członkiem Towarzystwa Geograficznego w Paryżu i Klubu Afrykańskiego w Neapolu, zaś projekt ekspedycji przychylnie przyjęło Rosyjskie Towarzystwo Geograficzne, które na czas wyprawy wyjednało mu urlop w petersburskiej admiralicji. Poparli go natomiast gorąco: Bolesław Prus, znany geograf Wacław Nałkowski i Henryk Sienkiewicz. Ten ostatni przeznaczył na wyprawę cały dochód z kilku swych publicystycznych odczytów. Ponieważ sięgnął do swej szkatuły mecenas nauk przyrodniczych hrabia Konstanty Branicki, znany wtedy kolekcjoner hrabia Benedykt Tyszkiewicz i swoje dołożył ojciec Rogozińskiego, wyprawa doszła do skutku.

13 grudnia 1882 r. jej uczestnicy, zaokrętowani na lugrze "Łucja Małgorzata". wypłynęli z Havru. Na wodach kanału La Manche szef ekspedycji dokonał uroczystej odprawy. Po trzykrotnym salucie armatnim uroczyście odśpiewano na pokładzie hymn Jeszcze Polska nie zginęła, wachtowy marynarz wciągnął na najwyższy maszt banderę z herbem Warszawy - wymowny symbol polskości wyprawy, zastępujący nie istniejącą w międzynarodowym rejestrze flagę biało-czerwoną. Nazwy "Syrena" i "Warszawianka" nosiły też wiosłowe szalupy, umocowane na pokładzie, bardzo przydatne potem w afrykańskich warunkach. W magazynie stateczku o trzech skośnych żaglach oprócz zapasów żywności i wody znalazły się przeznaczone na prezenty dla murzyńskich kacyków i na wymianę z nimi: 200 fuzji skałkowych, niebieskie koszule i spodnie, chustki żółte i czerwone, perły i medaliony, tkaniny, czapki, mydła, lusterka, dzwonki, noże, gwoździe, cukier, spirytus, liście tytoniu i mosiężny drut.

Z Anglikami przeciw Niemcom

Rejs nie przebiegał gładko. Sztormy spowodowały, że kilka razy "Łucja Małgorzata" bliska była zagłady, na Maderze sfinansował jej remont hrabia Tyszkiewicz. Po kilkudniowym postoju w liberyjskiej stolicy Monrovii zwiedzili kraj Assini (dziś Wybrzeże Kości Słoniowej), królestwo Aszani (dziś Ghana), aż wreszcie w kwietniu 1883 r. dopłynęli do hiszpańskiej wyspy Fernando Po, która polskim podróżnikom bardzo się spodobała. Ostatecznie jednak swoją bazę wypadową urządzili w pobliżu angielskiej faktorii Victoria, u brzegów Kamerunu - Mondoleh.

Rogoziński nie tracił czasu. Ze swym kolegą szkolnym Klemensem Tomczekiem lub geologiem Leopoldem Janikowskim robił wypady na kameruński ląd. Za przywiezione prezenty zakupił na początek kawałek terenu, a potem przemierzył plemienne terytoria: Mungo, Balunga i Bakundu, dotarł nawet na szczyt Góry Bogów - wulkanu Mongo-ma Lobah (4070 m). Jeden z trzech wierzchołków wulkanu uczestnicy wyprawy nazwali Mons Rogoziński, a nieco niższy Górą Kraszewskiego. Penetrując wybrzeże Kamerunu i wpływając w przybrzeżne rzeki odkryli kilka jezior (np. Jezioro Słoniowe) i wodospadów, a także zawarli układy z kacykami, mocą których otrzymał Rogoziński na własność 30<2009>km kw. wybrzeża, a później jeszcze przyległe terytoria Jerzego z Boty.

Nękały ich tropikalne choroby, z powodu malarii zmarł nawet Klemens Tomczek. Mimo to wyprawy na okoliczne wyspy i wybrzeża Kamerunu oraz Gabonu były na tyle owocne, że raz po raz morską pocztą wysyłano do Krakowa i Warszawy skrzynie pełne ciekawych eksponatów: narzędzi używanych do pracy na roli i na polowaniach, rytualnych masek, muszelkowych pieniędzy używanych w międzyplemiennych rozliczeniach, wielu rzeźb i ozdób. Mimo woli otarł się też Rogoziński o... wielką politykę. Kiedy bowiem na wodach Zatoki Biafra pojawiły się niemieckie okręty wojenne, aby objąć protektoratem Wilhelma II wybrzeże Kamerunu, szef polskiej ekspedycji pospiesznie zawarł układ z angielskim konsulem Johnem Hevettem w sprawie przekazania swych terytoriów pod protektorat Wielkiej Brytanii, co potwierdzono uroczystym podpisaniem odpowiedniego aktu na kanonierce "Forward". Z tej też przyczyny o mało nie zginął jego przyjaciel Janikowski, na którego Niemcy, myśląc że płynie łodzią Rogoziński, dokonali zamachu. Gdy jednak okazało się, że Anglicy na mocy układu z Niemcami z 1884 r., zrezygnowali z Kamerunu na rzecz kajzera, Rogoziński stał się w Kamerunie osobą niepożądaną i obiektem personalnego ataku kanclerza Bismarcka w Reichstagu. W tej sytuacji Polacy powrócili do kraju, przekazując kolekcje etnograficzne muzeum krakowskiemu, a antropologiczne Akademii Umiejętności w Warszawie.

Z Hajotą na plantacji kakao

Przez Londyn, Le Havre i Paryż docierają z Janikowskim do kraju. Przekazują eksponaty do muzeów, wygłaszają odczyty, piszą rozprawy. W 1886 r. ukazuje się drukiem książka Rogozińskiego pt. Żegluga wzdłuż brzegów zachodniej Afryki, a następnie zbiór odczytów Pod równikiem. Na jednym z takich odczytów poznaje zafascynowaną dalekimi podróżami Helenę Boguską-Hajotę, uroczą adeptkę literatury pięknej. Wrażliwa i ekscentryczna dziewczyna zakochuje się bez pamięci w pełnym marzeń i fantazji młodzieńcu. Patronuje im Bolesław Prus, popiera Henryk Sienkiewicz. Rogoziński nie rezygnuje jednak z Afryki. Nabywa plantację kakao na sąsiadującej z kameruńskim wybrzeżem hiszpańskiej wyspie Fernando Po. Jedzie tam, ciężko pracuje i wymienia miłosne listy z narzeczoną. Wreszcie przyjeżdża nagle do Warszawy i już 29 sierpnia 1888 r. odbył się ślub tej pary. Po miodowym miesiącu spędzonym w kraju młody żonkoś znów siada na statek i płynie na Fernado Po. Zbiera kakao. Buduje dom, oczyszcza teren pod rozwój plantacji. Kupionym w Gabonie koniem w ciągu jednego dnia nie jest w stanie objechać swych włości. Po nowym 1889 roku przyjeżdża do niego żona. Ale związek tak bardzo zakochanej pary w praktyce życia nie okazał się tak szczęśliwy, jak to sobie oboje wyobrażali. Na wyspie Fernando Po spędzili razem tylko dwa lata, a i plantacja nie przyniosła dochodów zapewniających obiecany dobrobyt. Już w lutym 1891 r. powrócili do Europy "z małpką tylko i psem". Ona przywiozła ze sobą notatnik pełen literackich szkiców, które wykorzystała następnie w egzotycznych nowelach wydanych w 1893 r. pt. Z dalekich lądów i powieściach wydanych już w XX w., a przydatnych także w przekładowej pracy nad dziełami Conrada i Ibaneza.

Wciąż zafascynowany Afryką, snuje Rogoziński nowe plany działania na Czarnym Lądzie. Przerywa je tragiczny wypadek: ginie pod kołami konnego omnibusu w Paryżu. Ma wtedy 36 lat.

Niejako śladem Rogozińskiego w 1935 r. popłynął do Afryki z towarami polskiego przemysłu pod biało-czerwoną tym razem banderą s/s "Poznań", zaś w 1959 r. podobnym rejsem zapoczątkował powstanie do dziś istniejącej linii zachodnio-afrykańskiej s/s "Tczew". Od 1973 r. w ogrodzie botanicznym kameruńskiego miasta Victoria znajduje się tablica, która w polskim i francuskim języku głosi: "Pamięci wybitnych badaczy Kamerunu, uczestników pierwszej polskiej wyprawy afrykańskiej w latach 1883-91 Stefana Szolc-Rogozińskiego, Klemensa Tomczeka i Leopolda Janikowskiego". Nazwisko Rogozińskiego patronuje dziś ulicom w Łodzi i Warszawie, a także w rodzinnym Kaliszu, którego muzeum posiada wiele pamiątek po swym sławnym krajanie-podróżniku, zaś w muzeach Krakowa i Warszawy do dziś znajdują się eksponaty zebrane przez uczestników wyprawy do równikowej Afryki.

Henryk Mąka, http://asaland.proboards26.com/index.cgi?board=other&action=display&thread=1152215716&page=1

Gdańska wyprawa śladami Polaków wokół Atlantyku

Jacht Antica jest w tej chwili w trakcie swej kolejnej dużej wyprawy. Jej trasa wiedzie wokół Północnego Atlantyku. Celem rejsu jest odwiedzenie miejsc historycznie związanych z losami wybitnych Polaków, którzy z różnych powodów znaleźli się na obrzeżach tego oceanu. Patronat nad wyprawą objął Prezydent Miasta Gdańska.

 

Pierwszy etap wyprawy poświęcony będzie Stefanowi Szolc-Rogozińskiemu, który w latach 1882-1883 na lugrze żaglowym "Łucja Małgorzata" odbył wyprawę do Kamerunu.

Wyprawa wyruszyła z Hawru we Francji 13 grudnia 1882 roku. W podróży towarzyszyli mu dwaj inni Polacy; Klemens Tomczek, który był geologiem wyprawy, był również najbliższym przyjacielem i szkolnym kolegą Rogozińskiego, oraz Leopold Janikowski który popłynął jako meteorolog. Wszyscy trzej pochodzili z Kalisza. Trasa "Łucji Małgorzaty" po opuszczeniu Hawru wiodła przez Funchal na Maderze, tutaj Rogoziński spotkał się z innym słynnym Polakiem - Benedyktem Tyszkiewiczem, który na swój koszt wybudował w Hawrze jacht żaglowy o pojemności 320 ton i odbył nim podróż dookoła świata. Później osiadł z rodziną w porcie Funchal i założył tam własną przystań okrętową. Dalej "Lucja Małgorzata" popłynęła na Wyspy Kanaryjskie i Wyspy Zielonego Przylądka. Następnie wzdłuż wybrzeża Liberii. Na początku kwietnia 1883 "Łucja Małgorzata" zacumowała w przystani Santa Isabel na wyspie Fernando Po.

Stacja naukowa wyprawy założona została na wysepce Mondolech w zatoce Ambos. Wyprawa pozostała w Afryce przez następne trzy lata. Jej uczestnicy zbadali wybrzeże Kamerunu i dorzecze rzeki Mungo, oraz odkryli Jezioro Słoniowe (M.'bu). W międzyczasie zmarł na febrę jeden z członków wyprawy Klemens Tomczek. Pozostawił po sobie słownik języka krumańskiego, siedem tomów zapisków etnograficznych i geograficznych oraz rozprawy i mapy. W grudniu 1884 roku Rogoziński z Leopoldem Janikowskim zdobyli najwyższy szczyt Kamerunu Fako (4070 m.).

W swoim dorobku wyprawa Rogozińskiego może się poszczycić dokonaniem kilku odkryć geograficznych, sporządzono też szereg doskonałych map mało znanego wówczas Kamerunu oraz zebrano nadzwyczaj cenne zbiory etnograficzne, które później umożliwiły założenie muzeum etnograficznego w Warszawie. Gorącymi zwolennikami wypraw Rogozińskiego byli Henryk Sienkiewicz i Bolesław Prus. Zmarł w Paryżu w 1896 roku.

W roku 2003 obchodzimy 120 rocznicę lądowania Rogozińskiego i "Łucji Małgorzaty" w Kamerunie, stąd też pomysł zorganizowania wyprawy tym samym szlakiem dla uhonorowania wielkiego polskiego badacza czarnego lądu. (...)

Kpt. Jerzy Wąsowicz, http://www.odyssei.com/pl/travel-article/1961-1.html

Polski Kacykat Kamerunii

Polscy kolonizatorzy

Jakiś czas później Polska sama stała się kolonią trzech innych państw, co bynajmniej nie przeszkodziło niektórym naszym krajanom w snuciu planów podboju i kolonizacji zamorskich terytoriów. Jednym z takich marzycieli był Stefan Szolc-Rogoziński. W roku 1882 zorganizował on ekspedycję do Kamerunu, który w owym czasie był jednym z ostatnich niezbadanych i, co ważniejsze, nie skolonizowanych przez nikogo regionów Czarnego Lądu. Rogoziński głosił, że jego wyprawa ma mieć charakter odkrywczy. Prawda wyszła na jaw dopiero 50 lat później, w roku 1932, kiedy to jeden z uczestników owej ekspedycji, Leopold Janikowski przyznał oficjalnie, że prawdziwym jej celem było “wyszukanie odpowiedniego terenu dla kolonizacji polskiej, jako przyszłej ostoi dla tych, którym nie tylko materialnie, ale i duchowo było za ciasno pod rządami trzech naszych zaborców”. Jak Rogoziński wyobrażał sobie w praktyce funkcjonowanie takiej kolonii bez metropolii, bo przecież Polski nie było podówczas na żadnej mapie - nie wiadomo.

Rogoziński faktycznie dokonał w Kamerunie wielu odkryć geograficznych, ale nie to nas tutaj interesuje. Wiosną 1884 r. pisał: “...główny kacyk, a mianowicie król Jerzy z Boty, oddał rządy nad swym krajem w moje ręce, wkrótce zaś poszli za nim i inni sąsiedni kacykowie. Nabyłem równocześnie własność ziemską owych klanów, posiadając takim sposobem i ziemię, i rządy nad krajowcami takowej”. Rogoziński założył więc w Kamerunie kolonię, bez dwóch zdań. Miała co prawda tylko ok. 30 kilometrów kwadratowych, ale zawsze to coś!

Problemy zaczęły się kilka miesięcy później, kiedy w okolicy pojawiły się okręty Niemców, którzy zaczęli w ekspresowym tempie podpisywać z tubylcami “traktaty” i przejmować we władanie ich ziemię. Jednocześnie z drugiej strony nadciągali już Anglicy. W tej sytuacji Rogoziński, pałając zrozumiałą awersją do niemieckich zaborców, wybrał Anglików. 28 sierpnia 1884 podpisał z nimi dokument, który głosił między między innymi: “Jej Królewska Mość, Królowa Wielko-Brytanii i Irlandii etc. etc. stosując się do życzenia p. S. S. Rogozińskiego i Króla i Kacyka Boty, podejmuje się rozpościerać nad nimi i nad krajem znajdującym się pod ich władza i jurysdykcją Swą łaskawą opiekę i protekcję”.

I to by było na tyle, jeśli chodzi o polskie posiadłości zamorskie w Kamerunie. Może warto jeszcze wspomnieć, że wkrótce potem, na kongresie berlińskim w roku 1885 możni tego świata, jak zwykle, dogadali się za naszymi plecami i jak na ironię oddali cały Kamerun właśnie Niemcom. Chociaż, w sumie nie ma czego żałować, bo klimat tam panuje podobno nie najzdrowszy, a powietrze roi się od złośliwych much tse-tse.

(Krzysztof Zadros "Rzeczpospolita kolonialna" - Magazyn Młodych i Dynamicznych)

Polscy odkrywcy i wynalazcy

Stefan Sztolc - Rogoziński

Ten najsławniejszy polski podróżnik, badacz Kamerunu urodził się 14 kwietnia 1861 r. w Kaliszu, jako syn Ludwika Scholtza, tamtejszego przemysłowca oraz Malwiny z Rogozińskich, córki znanego warszawskiego adwokata. Już w gimnazjum wykazywał zainteresowanie dalekimi podróżami, rysując w przerwach między zajęciami na szkolnych mapach plany swoich marszrut.

W wieku 18 lat spolonizował swoje nazwisko na Szolc, równocześnie przybierając drugi człon – nazwisko rodowe matki. Po ukończeniu gimnazjum, wbrew woli ojca, jako ochotnik wstępuje do akademii marynarki wojennej w Kronsztadzie. 29 kwietnia 1880 r. po półtora rocznej nauce, która normalnie trwała trzy lata, zostaje oficerem floty rosyjskiej. Następnie zostaje zamustrowany na pokładzie żaglowca krążownika „Generał Admirał”, którym udał się w rejs do Władywostoku, opływając dookoła Afrykę. Niestety w drodze powrotnej, 14 listopada 1880 r. jego okręt ulega katastrofie. Młody oficer wykorzystuje te przerwę na zwiedzanie francuskiego Maroka oraz Algieru.

Po raz pierwszy jego zainteresowania kierują się ku Afryce Równikowej. Na początku maja 1881 r. bedąc w Paryżu, a potem w Neapolu próbuje swoimi planami zainteresować tamtejszych badaczy Czarnego Lądu. W tym samym roku występuje z marynarki i powraca do kraju. Swoimi planami próbuje zainteresować ojca. Ten jednak odmawia jakiejkolwiek pomocy. Zatem młody Szolc-Rogozinski przeznacza na wyprawę, swoją część spadku, po zmarłej w 1877 r. matce.

Po powrocie do Warszawy rozwija szeroką akcję, aby zdobyć brakujące pieniądze na wyprawę. Jej elementem był cykl wykładów. Nie ukrywał w nim, że przyświeca mu misja narodowa, chęć zwrócenia uwagi opinii światowej na Polaków, zdolnych do rywalizacji z krajami rozwiniętymi cywilizacyjnie. Gorącymi zwolennikami wyprawy byli m.in. Henryk Sienkiewicz oraz Bolesław Prus. Natomiast sprzeciwiał się jej Aleksander Świętochowski, który uważał, że jest to marnotrawienie pieniędzy potrzebnych w kraju.

Po wielu trudach, Stefan Szolc-Rogoziński zakupił niewielki statek, i 13 grudnia 1882 r. z francuskiego portu Havre, pod flagą francuską oraz flagą armatora w polskich barwach i z herbem Warszawy – Syrenką, wyruszył w kierunku Afryki Równikowej. Wyprawa byłaby niemożliwa, gdyby nie ofiarność polskiego społeczeństwa. W podróży towarzyszyli mu, m.in. jego szkolny kolega, a wtedy geolog wyprawy Klemens Tomczek oraz meteorolog Leopold Janikowski. Na początku kwietnia 1883 r. ekspedycja dociera na miejsce.

U wybrzeży Kamerunu w zatoce Ambas, udaje się im zakupić wyspę Mondoleh za czarny tużurek, cylinder i trzy skrzynki dżinu. Stanowiła ona potem miejsce wypadowe wyprawy. To wraz ze swoim szkolnym kolegą zbadał wybrzeże Kamerunu, dorzecze rzeki Mungo oraz odkrył Jezioro Słoniowe (Balombi-O-M'Bu). Niestety podczas wyprawy na żółtą febrę umiera Klemens Tomczek, pozostawiając po sobie potomnym m.in. słownik języka kumańskiego oraz siedem tomów zapisków etnograficznych i geograficznych. Zostały one podarowane Muzeum w Krakowie.

Podczas trwania wyprawy, w grudniu 1884 r. wraz z Leopoldem Janikowskim zdobył, jako czwarta wyprawa, najwyższy szczyt masywu Kamerun - Fako (4070 m n.p.m.).

Niestety pierwsze problemy zaczęły się kilka miesięcy później, kiedy to w Kamerunie pojawiła się niemiecka ekspedycja i zaczęła przejmować tereny od miejscowych władców. W tej sytuacji 28 sierpnia 1884 r. Szolc-Rogozinski podpisał z Brytyjczykami dokument o przekazaniu zajętych przez niego terytoriów pod zwierzchnictwo Wielkiej Brytanii. Niestety, na Kongresie Berlinie w 1885 r. i te tereny przekazano Niemcom.

Po powrocie do kraju, dzięki Bolesławowi Prusowi poznaje początkującą pisarkę Helenę Boguską. W kilka miesięcy później, 25 sierpnia 1885 r. biorą ślub. Następnie udają się do Afryki, gdzie w 1886 r. kupują plantacje kakao na wyspie Fernando Po. Niestety, nie przynosi ona spodziewanych zysków, przewidzianych na dalsze ekspedycje badawcze.

Wprawdzie w 1892 r. udaje się jeszcze do Egiptu, ale niestety latem następnego roku z powodu choroby powraca do kraju. Jego małżeństwo przeżywa kryzys. W 1893 r. żona występuje o jego unieważnienie. Załamany musi się leczyć w zakładzie dla nerwowo chorych w Krakowie i Bonn. Po mimo tych trudności, w 1896 r. wyjeżdża do Paryża, aby planować dalsze wyprawy badawcze. 1 grudnia 1896 r., w wieku 35 lat ginie tragicznie pod kołami paryskiego omnibusa.

Jego wkład w poznanie Czarnego Lądu docenili Brytyjczycy, gdyż od 1885 r. był członkiem Królewskiego Towarzystwa Geograficznego w Londynie. Relacje o swoich wyprawach Stefan Szolc-Rogoziński zawarł w dwóch książkach: „Żegluga wzdłuż brzegów Afryki” i „Pod równikiem”.

Podróżnik nosił się nawet z zamiarem założenia polskiej kolonii w Afryce. Lecz prawda o jego zamiarach wyszła na jaw dopiero po kilkudziesięciu latach. Wtedy to, w 1932 r., jeden z uczestników wyprawy, meteorolog Leopold Janikowski ujawnił, że prawdziwym celem ekspedycji było „wyszukanie odpowiedniego terenu dla kolonizacji polskiej, jako przyszłej ostoi dla tych, którym nie tylko materialnie, ale i duchowo było za ciasno pod rządami trzech naszych zaborców”.

Źródło: http://www.pol.org.pl/poland/rogozinski.jsp

EXPEDITION

Out to Sea

4 September 2003

 

The yacht Antica, which set sail June 10 on its latest long voyage, continues to "Follow in the Footsteps of Poles Around the Atlantic." The yacht left its berth in the Gdańsk marina, directly opposite the historic crane in Gdańsk, for a journey of more than a year.

Jerzy Wąsowicz (pictured below), Antica owner and captain, has devoted this voyage to Poles who have sailed the northern Atlantic or have played a historically important role along the ocean's coast. The expedition is divided into four phases, each of which has a patron. Stefan Szolc-Rogoziński, an outstanding Polish traveler and explorer, is the patron of the present phase that started over two months ago.

In 1882-1883, Szolc-Rogoziński made a trip to Cameroon in a sailboat called Łucja Małgorzata. The boat started from Havre in France Dec. 13, 1882. The outcome of Szolc-Rogoziński's expedition included quite a few geographical discoveries, a number of high-quality maps of the then-unexplored Cameroon and an extremely valuable ethnographic collection, which was an enormous contribution to the foundation of the Ethnographic Museum in Warsaw.

From Havre, the Łucja Małgorzata sailed to Funchal on Madeira, where Szolc-Rogoziński met another famous Pole, Benedykt Tyszkiewicz. At his own expense, Tyszkiewicz had built a ship weighing 320 tonnes in Havre and made a trip around the world in the vessel. Afterwards he settled with his family in the port of Funchal, where he started his own marina.

The next destinations for the Łucja Małgorzata were the Canary Islands and Cape Verde Islands. Sailing along the coast of Liberia, in early April 1883 the ship moored in the Santa Isabel harbor on the Fernando Po island.

The expedition's scientific station was set up on the tiny island of Mondolech in Ambos Bay. The expedition stayed in Africa for three years. Its participants explored the coast of Cameroon, the Mungo River estuary and discovered Lake M'bu. In the meantime, one of its crew, Klemens Tomczek, died of Yellow Fever. His legacy was a dictionary of the Krumen language, seven volumes of ethnographic and geographical notes, dissertations and maps. In December 1884, Szolc-Rogoziński and Leopold Janikowski ascended the highest peak of Cameroon, Mt. Fako (4,070 m).

The Antica is following the sea route of the Łucja Małgorzata, but reports from the yacht are very concise. Captain Wąsowicz is a man of few words. While sailing, the captain is in his element. It took strong winds and high daily mileage in the Bay of Biscay before the Antica's captain made his first remark: "That was the first nice part of the trip."

After leaving the port in Havre at the end of June, the yacht has visited Cherbourg, Lisbon, Cadiz and Las Palmas and Los Cristianos on the Canary Islands. Weather conditions and a headwind in particular, made a visit to the Funchal port in Madeira impossible.

The Antica is now traveling through the rest of the archipelago of the Canaries and is getting ready to set out into the open ocean. Minor repairs, sail patching and boatswain work are everyday activities for the crew during their time among the Spanish islands. Departure from Los Cristianos towards the Cape Verde Islands is planned for Sunday Sept. 14. Navigation of the ocean will begin with visits in consecutive ports where the Łucja Małgorzata moored over a century ago. After the Cape Verde Islands, the Antica will head towards the African coast. The yacht will then sail along the coast of Liberia to the Gulf of Guinea and Cameroon. It is hard to tell what this part of the voyage will look like, since sailing in these waters is not only a question of the weather, but a result of regional events. Whether we visit Monrovia in Liberia, harbor in ports of the Gulf of Guinea or stay longer in Cameroon's Douala depends not only on favorable winds and the state of the sea, but also the current political and military situation in this part of the globe.

It is hard to say where the next report from the voyage Following in the Footsteps of Poles Around the Atlantic will come from. The yacht Antica, its captain and five-person crew are face to face with an adventure with the great unknown.

Źródło: http://www.warsawvoice.pl/view/3369/

REPORT

The Sea, the Sea

9 October 2003

 

Krzysztof Renik reports on life aboard the Antica yacht on its Atlantic expedition. The Warsaw Voice is the expedition's patron.

The current stage of the expedition, planned to end in about 12 months, is meant to honor the memory of Stefan Szolc-Rogoziński, the outstanding Polish traveler and discoverer. At the turn of the 19th century, in his boat the Łucja Małgorzata, Szolc-Rogoziński reached the coast of Cameroon, where he produced cartographic work and ethnographic research.

The Antica and its crew have covered another 800 sea miles. In late September the yacht, commanded by Captain Jerzy Wąsowicz, reached Mindelo port on Sao Vincent, one of the Cape Verde islands.

We left the Canary Islands from the San Sebastian port of La Gomera. The place is historic-it was from there that Christopher Columbus set off for America. San Sebastian's residents still foster the memory of the great discoverer; the church in which Columbus prayed before setting off, and wells from which Columbus's crew took water to drink, have been preserved. There is also a museum devoted to the famous sailor. A mosaic map with the routes of Columbus's ships can be found on the coastal promenade. Departure from such a historic place is an event of great significance for every sailor.

The voyage from San Sebastian in the Canary Islands lasted a little more than ten days. It was tiring, as only two people were present on board at this stage of the expedition-not a big crew, considering the demands of sailing on a traditional vessel, a guff cutter with an over 200-square-meter sail area. Luckily, the winds were favorable-neither too strong, nor too weak. The Antica was thereby able to cover the whole distance from San Sebastian to Mindelo under sail. A mild wind filled the brown sails of the ship-a flying jib, a foresail and a gaff. The jib was the only sail we did not set, as it does not work well at quarter winds.

The memory of our expedition's patron, Stefan Szolc-Rogoziński, encourages a comparison of our methods to those used half a century ago. Rogoziński's yacht obviously lacked the modern devices making navigation so much easier and safer-the radar and the GPS system. The latter provides precise specification of the vessel's position and course. In spite of such facilities, sailing an "old timer" like the Antica still involves a considerable amount of traditional sea craft.

Rogoziński visited the Cape Verde Islands on his way to Cameroon. They were discovered in the 15th century by Portuguese sailors; Portugal remained the islands' owner until 1975. The archipelago was connected with the slave trade across the Atlantic to the United States. The port of Mindelo, where the Antica moored, became an important transit point where ships refueled and took on food and drinking water. Numerous examples of old Portuguese architecture from that period have been preserved in Mindelo. The small houses and scattered residences are kept in the traditional style of Portuguese architecture and painted in delicate pastels.

Today, Mindelo is experiencing another period of prosperity thanks to sailing; the town is becoming a Mecca for Atlantic sailors. It is here that they provide themselves with food, fuel and drinking water, recovering their strength before setting off into the wide waters of the Atlantic to reach Barbados, the nearest port on the other side of the ocean.

When the Antica moored in Mindelo, a boat with two young men immediately appeared at its side. They offered to bring us food, take care of the yacht and show us the town. Numerous agents such as Diwan and Carlos work in Mindelo, proof that the residents want to again earn money from the transit location of their town.

The Antica's crew, enlarged by two Polish-born sailors from Germany and the United States, now have two weeks of sailing through the waters of the Green Cape archipelago before them. Next the ship will sail east, towards the cost of Africa, following the route of Rogoziński's Łucja Małgorzata. The crews of the ships moored next to us in Mindelo warned us that the waters on the African coast are not the safest. Dangers ahead include pirates and political unrest, making it impossible for us to plan the exact route on our way to Douala in Cameroon-it may be Togo, Ghana or Benin. We will certainly avoid Liberia, the Ivory Coast and Nigeria. The progress of our expedition will be covered in our next correspondence.

Źródło: http://www.warsawvoice.pl/view/3701/

 Powered by Microsoft BackOffice LOGO MS INTERNET EXPLORERFPCREATED.GIF (9866 bytes)


Twórcą i sponsorem stron internetowych Ziemi Kaliskiej oraz Stowarzyszenia Asnykowców  jest rodzina Płocińskich,
62-800 Kalisz, ul. Sułkowskiego 2, tel. (0-62) 7671842 w osobach Krzysztofa Płocińskiego, matura 1974, Iwony, matura 1975
oraz dzieci: dzieci: Mateusza, Szymona, Marii, Piotra i Aleksandry Płocińskich, e-mail: kplocinski@info.kalisz.pl.

 Wszystkie opublikowane materiały można wykorzystywać w każdy godny sposób, pod warunkiem podania źródła.
 1996-2006 by Krzysztof Płociński i rodzina.