II. Spacerkiem po Kaliszu

Chodziły tu kiedyś Sary, Rachele, sobolowe pannice
Z krzyczącymi czerwienią ustami
Jak tęgie dynie puchły ich kamienice
Pękatymi sklepami
I obok była tu kiedyś złota ulica
Żydowskiej biedy, targ, śledzie, bób gotowany,
Pierze w perukach i starych spódnicach,
Krzyk gęsi, kwaszone ogórki i płacz i ślepy Abramek
Krzyż się łamany tędy przetoczył ulice puste są
Jedynie firmament nad złotą zniża Abramkowe oczy
Jeszcze się tyko coś czasem zamiechci
W uliczce wspomnień: sklep z zeszytami dwóch pań Gałczyńskich,
Bliskich maleńkiej pani Dąbrowskiej,
To mostem między dzisiaj a tamtejszymi czasami
Odjeżdża na zawsze kolasa Barbary Niechcic

Wanda Karczewska
"Powrót do Kalińca"

      Kalisz - miasto położone nad rzeką Prosną (około 110 000 mieszkańców), jedno z najstarszych miast polskich, wymienione w zarysie geografii Klaudiusza Ptolemeusza 142 - 147 n.e. jako Kalisia.
      Drugi, co do wielkości po Poznaniu ośrodek przemysłowy w Wielkopolsce. 
      W początkach XX wieku miasto liczyło około 20 000 mieszkańców. Działał teatr, ukazywał się dziennik redagowany przez Józefa Radwana "Ziemia Kaliska".
      Najstarszą instytucją społeczną było Towarzystwo Dobroczynności. Uzyskanie zezwolenia na działalność Towarzystwa udało się załatwić w 1880 roku, gdyż władze rosyjskie uwzględniały akcje filantropijne. W pracach nad rozwijaniem Towarzystwa Dobroczynności na wyróżnienie zasługują dwa nazwiska: doktor Feliks Drecki i prezesowa Jadwiga Wyganowska. W Towarzystwie aktywnie działała Marianna Gałczyńska. Pod firmą miłosierdzia rozwijała się praca społeczno propagandowa. W 1905 roku działacz polityczny poszukiwany przez władze rosyjskie - Wacław Sieroszewski zostaje potajemnie przewieziony poza granicę zaboru przez Mariannę Gałczyńską. Z inicjatywy Towarzystwa Dobroczynności powołano Towarzystwo Higieniczne z doktorem Wernicem na czele. W 1895 roku została wydana książka "Prosna" pod redakcją sekretarza Towarzystwa Dobroczynności Władysława Bohowicza. W książce tej znalazły się m.in. utwory Konopnickiej, Tetmajera, Asnyka, Estraichera, Deotymy, Bałuckiego, Ujejskiego i wiele prac inteligencji miejscowej.
      Ponadto w Kaliszu działało Kaliskie Towarzystwo Wioślarskie, Towarzystwo Muzyczne oraz Towarzystwo Cyklistów słynne ze wspaniałych balów. Kapitanem lokalu był wuj Marii Dąbrowskiej Władysław Leszczyński. Na bale do Cyklistów chodziła "śmietanka towarzyska" ówczesnego Kalisza. 
      Po strajku szkolnym w 1906 roku została założona Szkoła Handlowa, uczęszczał do niej brat Marii Dąbrowskiej - Stanisław.
      W 1905 roku przybyła do Kalisza grupa znanych literatów z Henrykiem Sienkiewiczem na czele. Zwiedzano miasto, Sienkiewicz odwiedził wówczas schronisko dla dzieci i robotnic pod wezwaniem św. Antoniego w klasztorze poreformackim. Autor Trylogii wpisał się do złotej księgi schroniska.
" Miłosierdzie jest to siejba, której plony przeżyją przyszłe pokolenia"
      Stary gród nad Prosną, miejsca i ludzie żyjący na przełomie XIX i XX wieku został opisany przez Marię Dąbrowską dość wiernie i szczegółowo. Powieściowy Kaliniec to miejsce, do którego przyjeżdżają Niechcicowie w celu dokonania potrzebnych sprawunków, załatwienia spraw urzędowych, bądź też odwiedzenia rodziny. 
      Przejdźmy się, więc spacerkiem po Kaliszu i odwiedźmy miejsca, które związane są z Marią Dąbrowską. 
      Rozpoczniemy od Alei Józefiny (dziś Aleja Wolności), najbardziej reprezentacyjnej ulicy Kalisza. Przy niej mieści się, budynek sądu z wymownym napisem SUUM CUIQUE (każdemu, co mu się należy), kancelarie adwokackie i notarialne, teatr i park miejski.
      Aleja Józefiny (w Nocach i dniach nosi nazwę Karolińska) często odwiedzana jest przez rodzinę Marii Dąbrowskiej. Tu mieszkają Marianna i Bronisław Gałczyńscy.
      W "Domowych progach" odnajdujemy następujący opis domu wujostwa młodej Marii:

      "Minęli bramę, nad którą wisiał oświetlony już gazowym palnikiem szyld z napisem: Teatr letni w ogródku. Restauracja pierwszego rzędu A. Wylengi. Co dzień orkiestra damska i atrakcje artystyczne.
Z prawej strony podwórza, na które weszli kołatały i chrzęściły luźno warsztaty małej żydowskiej fabryki haftów czynnej i przy niedzieli. Z lewej strony w niskiej stajni przeznaczonej dla przyjezdnych ze wsi stąpały głucho konie. 
      Na środku podwórza ktoś zaprzęgał do bryczki. Obok płynęły z szumem przez rynsztok wylane gdzieś na piętrze brudy (...) 
      (...) Pośród kilkunastu olbrzymich drzew zwanych sielankowo " ogródkiem" paliła się już lampa gazowa, a w głębi poza drzewami świeciło się niewyraźne żółte światło i słychać było histeryczny kobiecy śpiew (...)." 

      Przy Alei Józefiny ma swoja kancelarię rejent Władysław Bohowicz, po latach otworzy tu sobie biuro ubezpieczeń Leon Dziewulski (mąż młodszej córki Julii Leszczyńskiej - Stelli). 
      Na końcu ulicy mieści się budynek teatru. W 1901 roku Maria Dąbrowska po raz pierwszy uczestniczy w przedstawieniu teatralnym "Jaś i Małgosia". W tym samym roku rozpoczyna się nauka młodej Marii na pensji H. Semadeniowej przy ul. Babina. Rodzice odwożą swoje najstarsze dziecko na naukę do miasta. Fakt ten odnotowany jest w Nocach i dniach.

      "Wyjechali tedy w jakiś czas po obiedzie i o czwartej koła ich zadudniły głucho po moście, za którym skręca się na Dziadowe Przedmieście. Słońce stało już nisko i na tle jaskrawych jego blasków ceglany kościół kanoników zdawał się fioletowy. Środkiem wielkiej ulicy płynęła tutaj rzeka, niosąca w błękitnym nurcie zniekształcony, niby pogruchotany wizerunek nadbrzeżnej alei. 
      Stanęli przed niską drewnianą bramą, za którą w głębi podwórza znajdowała się szkoła. Była to dwupiętrowa kamienica, oświecona w tej chwili łuną zachodu. Słońce gorzało we wszystkich oknach jej frontu, a ciepły różany blask ożywiał szare mury (...)." 

      Aby dojść z Alei Józefiny do centrum miasta trzeba było przejść na drugą stronę rzeki Prosny. Przez most nazywany przez kaliszan " kamiennym" codziennie wędruje do pracy Bronisław Gałczyński, biega Marianna doglądać czy sklep należycie prosperuje. W Nocach i dniach most kamienny występuje wielokrotnie. Przez niego z bijącym sercem będzie szedł Roman Katelba oświadczyć się Celinie Mroczkównie. Na tym samym moście zatrzyma się Marcin Śniadowski.

      "Po drodze stanął na kamiennym, pięknej budowy moście i patrzył na rzekę. Z jednej strony domy zdawały się wyrastać z wody - z drugiej wichrzyła się gąszcz parku. W zapadającym zmierzchu wyglądało to nadzwyczaj malowniczo. 
      - Czort! Wenecja czy co - mruknął z odrobiną zawstydzonego wzruszenia, jakie wzbudza widok piękności własnego kraju (...)." 

      Serce Kalisza - rynek z ratuszem i wieńcem otaczających go kamienic - gromadzi najwięcej ludzi. Tutaj mieszczą się też najbardziej ekskluzywne sklepy. 
      Maria Dąbrowska w Nocach i dniach zabiera nas na kaliski rynek i przylegające doń uliczki. W sklepie z ubraniami Żyda Samuela Nussena Niechcicowie kupią Agnisi płaszczyk, obejrzą wystawę sklepu norymberskiego Rotermunda i kolonialnego Czynkla. 

      "Obejrzawszy norymberszczyznę pani Barbara i Agnisia stawały kolejno przy obu szybach Czynkla. W jednej z nich terakotowy krasnolud wysypywał z rogu obfitości całą rzekę bakalii, w drugiej Chińczyk w kimonie stał śród napitków i dźwigał kosze herbaty pachnącej aż na ulice swym własnym aromatem oraz wonią cynowego opakowania. W sklepie widać było przez szeroko rozwarte drzwi blok tłustej kłaczastej chałwy, kosze winogron i stosy brązowozłotej wędzonej ryby. 
      - Jak ja byłam młoda - rzekła pani Barbara - to nawet w Warszawie takich sklepów nie było(...)". 

      W cukierni Kleszcza opisywanej przez Dąbrowską niezwykle drobiazgowo zjedzą podwieczorek

      "Ciastka rozpościerały się tu przez całą długość pokoju, piętrzyły się stosami na szklanych blatach, na fajansowych gerydonach, piętrzyły się same na sobie, leżały wszędzie po kątach na wielkich prosto z pieca wyjętych blachach. Śliwkowy placek pachniał spieczonym miąższem węgierek, spomiędzy suchych płatków francuskiego ciasta wyciskał się tam gesty, żółty krem, tu - marmolada z jabłek, mokre ciastka tortowe pachniały rumem, na ponczowych babkach lśniła czekoladowa polewa, błogie zapachy masła, cukru i czekolady nasycały powietrze. (...)". 

      W przylegającej do rynku ulicy Warszawskiej znajdował się sklep ze słodyczami Bonbons de Varsovie. O tym sklepie możemy przeczytać w Domowych progach następujący fragment:

      "Pani Barbara zatrzymała się koło sklepu ze słodyczami Bonbons de Varsovie.
      Patrzajcie sklep Holszańskiej. Owszem wystawa bardzo ładna. Pani Holszańska była krewną Danielowej Ostrzeńskiej. Sklep założyła świeżo, ponieważ między paniami kalinieckimi była teraz moda, żeby zakładać sklepy (...)". 

      W Rynku pod numerem 10 mieścił się również sklep Marianny Gałczyńskiej - Bazar szkolny.
      Z Rynku udajemy się na Plac Św. Józefa. Idziemy znaną nam również z Nocy i dni kamienistą i wąską ulicą Mariańską.

      "Na szczelnie zabudowanej ulicy jest tak, jak gdyby napalono. Mniejsze sklepy są pootwierane na oścież i zieją wonią swoich towarów. Wdycha się tu zapach szpagatów, trocin, taniej łokciowizny i materiałów aptecznych, zaprawiony kwaśnym odorem wapnowanych rynsztoków. 
      Okna mieszkań ponad sklepami są gdzieniegdzie także otwarte. Za jednym z nich ktoś gra niebrzydko na fortepianie, orzeźwia to powietrze niby dźwięczy strumień. Na chodnikach słychać szemranie kroków, za to środek ulicy spoczywa w ciszy. Z rzadka tylko dzwonią po bruku lekkie wiejskie pojazdy, huśtające się na świecących resorach. Czasem przetoczy się bełkocząc niemrawo chłopski wózek lub zatrzeszczy miejska dorożka(...)". 

      Przy ulicy Mariańskiej znajdowała się również winiarnia Peschkego, w której często spotykał się z kolegami Lucjan Kociełł.
Plac św. Józefa ( powieściowy Plac Świętojański) jest także z dużą dokładnością opisany przez autorkę Nocy i dni

      "Na chodnikach stały kuliste akacje o pobrużdżonej, spękanej korze. Na lewo, spośród zaułka spiętrzonych na siebie starych domostw, dźwigał się kościół, a naprzeciwko była brama, za którą w rozłożystym pałacu gnieździły się rosyjskie władze guberni. 
       Między kościołem a pałacem gubernatora u wylotu krótkiej alei widać było zwichrzone drzewa parku. 
       Resztę placu otaczały niskie, wygodne kamienice, a na środku tkwił pośród krzaków czarny, wysoki obelisk. Nikt z tutejszych ludzi nie umie już powiedzieć, na jaką pamiątkę został on zbudowany. Wznieśli go jacyś cesarze, którzy się tu kiedyś w owym mieście spotkali. Mniemali, że to ich zejście się było dla miasta rzeczą ważną, godną czarnego obelisku, ale życie przetoczyło się nad tą sprawą i dziś nikomu nie przyjdzie nawet do głowy, żeby przeczytać gęste napisy strzeżone przez lwie głowy z brązu. Pomnik ma już od dawna całkiem inne znaczenie. Nadaje miano studni, która się znajduje tuż obok i zawiera najlepszą w mieście wodę (...)". 

      Na placu rzeczywiście znajdowała się studnia z najlepszą w mieście wodą, a wspomniany w powieści pomnik to odsłonięty 25 czerwca 1841 r obelisk upamiętniający zawarcie traktatu rosyjsko - pruskiego w Kaliszu w 1813 r.

      "Pomnik miał kształt obelisku i wykonany był z lanego żelaza. Całość wspierała się na trzech stopniach. Kapitel wieńczyły cztery dwugłowe orły połączone laurami. Na obelisku umieszczono cztery koła, każde z nich składało się z siedmiu gwiazd. Na cokole pomnika z czterech stron umieszczono napisy w języku rosyjskim:
I strona:
     Niechaj Bóg Wszechmogący błogosławi związek i przyjaźń Rosji z Prusami dla spokoju i dobra obydwóch narodów i dla strachu wspólnych ich wrogów.
II strona:
      25 marca 1813 roku Fryderyk Wilhelm III król pruski w mieście Kaliszu zawarł z cesarzem Wszechrosji Aleksandrem I związek dla oswobodzenia Europy.
III strona:
      31 sierpnia 1835 roku powtórne połączenie ruskich i pruskich wojsk pod Kaliszem po dwudziestoletnim pokoju utrwalonym ich zwycięstwami, w obecności Mikołaja I cesarza Wszechrosji i Fryderyka Wilhelma III króla pruskiego.
IV strona:
      Wiernemu przyjacielowi i sprzymierzeńcowi Cesarzy Wszechrosji, Aleksandra I i Mikołaja I, królowi pruskiemu Fryderykowi Wilhelmowi III". 

      Pomnik będący dla kaliszan symbolem ucisku i przemocy, został zdemontowany po odzyskaniu niepodległości w 1918 roku. Na jego miejscu stanęła fontanna. Dziś znajduje się tu pomnik papieża Jana Pawła II wzniesiony po wizycie ojca świętego w Kaliszu w 1997.
     Z Placu św. Józefa udajemy się do parku, choć dziś kaliski park miejski zatracił już swą dawną urodę i świetność. W XIX wieku "letni salon Kalisza" jak go określił Edward Polanowski był piękną wizytówka miasta

      "Poczynając od początku XIX wieku w każdym opisie czy relacji podróżniczej o Kaliszu znajdujemy mniej lub bardziej rozbudowany fragment dotyczący miejscowego parku. Nie sposób zliczyć zachwytów, słów pochwały, a nawet lirycznych uniesień związanych z tą najbardziej uroczą częścią miasta. Zmieniały się ulice i domy, powstawały nowe dzielnice i place, a park - jak dawniej - pozostał celem ulubionych spacerów, miejscem gdzie człowiek z chwilą wejścia w cień rozłożystych drzew odnajduje natychmiast kontakt z naturą. Rzadko gdzie ruchliwe śródmieście leży tak blisko zielonej oazy, a rzeka z przerzuconymi przez nią mostami tworzy z zielenią drzew ową harmonię, dostępną jedynie w świecie przyrody (...)".

      Wiele ciepłych słów poświęciła kaliskiemu parkowi Maria Dąbrowska. Na stawie położonym w głębi parku potocznie zwanym kogutkiem, (od blaszanego kogutka umieszczonego na szczycie altanki stojącej na wysepce na środku stawu) zimową porą ślizgała się Agnieszka Niechcicówna, doznając pierwszego silniejszego drżenia serca na widok ładnego Krzysia Łaskiego.

       "Na kogutku ślizgali się uczniowie i większość pensjonarek. Każda miała wśród nich braci albo znajomych, których przedstawiała koleżankom, a oni zapraszali panienki do ślizgania się w parę lub wozili je na saneczkowych fotelikach. Później w klasach i sypialniach szły o tym rozmowy szepty, zwierzenia, śmiechy, płacze (...)". 

      W Parku kaliskim przy wejściu od strony teatru mieściła się cukiernia E. Wernera, lubiana przez kaliszan ze względu na swoje malownicze położenie i "niezłe" ciastka.

      "Stoliki w cukierni Wernera w parku były rozstawione między drzewami. Dla tych drzew i dla widoku na rzekę dążyli tu chętnie ludzie miejscowi, gdy przyjezdni ze wsi woleli cukiernie w śródmieściu (...)". 

      Z parku dochodzimy znów do alei Józefiny, z której rozpoczęliśmy nasz spacer. Zatrzymajmy się jeszcze na chwilę na moście i razem z Marią Dąbrowską popatrzmy na płynącą leniwie Prosnę.

      "Rzeka była malinowa od zorzy. Nadbrzeżne domy zbiegały się z dwu stron ku sobie, tak, że kominy dalekiego browaru zdawały się wyrastać wprost z wody. Od tego krajobrazu wiało mglistą i fioletową ciszą, w której ubogi zgiełk miasta dźwięczał melodyjnie jak pieśń (...)". 

      Po śmierci radcy Joachima Barbara i Bogumił Niechcicowie otrzymują spadek. Za uzyskane pieniądze chcą kupić kamienicę przy ulicy Owocowej w Kalińcu. Pośredniczką w załatwieniu transakcji jest stara Żydówka Arkuszowa.

      "Zeszli na drugą stronę ulicy i przyjrzeli się wskazanej przez Arkuszową kamienicy. Była to dwupiętrowa kamienica o ścianach pomalowanych na jasnokremowy, smaczny i ciepły kolor. 
      - I nigdzie żadnych wywijasów, żadnych ozdóbek, których ścierpieć nie mogę - mówi pani Barbara.
Rzeczywiście nad bramą i oknami znajdowały się jedynie proste, żłobkowane listwy, podbite modrym cieniem. Na parterze we wszystkich oknach z obu stron bramy kwitły kwiaty (...)". 

      Ludomira i Józef Szumscy rzeczywiście kupili w Kaliszu kamienicę (za pieniądze uzyskane ze spadku po radcy Antonim Gałczyńskim), której wygląd idealnie pasuje do opisu Marii Dąbrowskiej. Kamienica ta mieści się przy ulicy Kościuszki 22. Szumscy nabyli ją 28 sierpnia 1905 r., sprzedali 14 października 1910 roku.
     W powieści z transakcji nic nie wyszło gdyż Niechcicowie zdecydowali się nabyć od Anzelma Ostrzeńskiego place na Oczkowie:

      "Stali tu pośród najgłuchszej wsi. Z jednej strony dorożki rozciągało się pole zżętego żyta. Panowała nad nim cisza bez dna, właściwa skoszonym polom. Od kop żytnich padały na ściernisko długi cienie. Z drugiej strony kwitły nędzne kartofle, nad którymi latały bez szelestu drobne motyle. Z daleka, z bardzo daleka widać było miasto. Iskrzyło się i mieniło w blaskach nadwieczornego słońca tak, że cegły wydawały się rubinami, tynk - alabastrem, a szyby, całe w pożodze - czystym złotem. 
      Nieco bliżej, na rozkopanych terenach, widniały w klatce rusztowań ceglaste szczerbate mury budującego się dworca. (...)". 

      Powieściowy Oczków to Dobrzec, wieś pod Kaliszem, której tereny obejmowały okolice budującego się dworca kolejowego. Dziś w tym miejscu mieści się osiedle bloków mieszkalnych zwane swojsko Kalińcem, a główna arteria tego osiedla to oczywiście ulica Barbary i Bogumiła.
     W dniach od 16 do 18 września 1989 roku w Kaliszu zostały zorganizowane przez Kaliskie Towarzystwo Przyjaciół Nauk obchody poświęcone stuleciu urodzin autorki Nocy i dni.
     Odbył się wówczas szereg imprez: koncertów, przedstawień, wystaw, konkursów. Otwarto zrekonstruowany dworek w Russowie. W ratuszu odbyła się cztero dniowa sesja naukowa poświęcona pisarstwu Marii Dąbrowskiej i jego recepcji.
      Uroczystości rocznicowe zaowocowały wydaniem książki pt.: "Księga Kaliska. W stulecie urodzin Marii Dąbrowskiej", w której znalazły się publikacje "wielkich znawców tematu". Są wśród nich tak znane nazwiska jak: T. Drewnowski, Z. Libera, J. Kulczycka - Saloni i inni.
       W przedmowie napisanej przez Tadeusza Drewnowskiego czytamy:

      "06 października 1989 roku obchodziliśmy stulecie urodzin Marii Dąbrowskiej. Inicjatywę uczczenia swej pisarki przejął Kalisz. Stosunki Dąbrowskiej z miastem jej młodości i najstarszym miastem polskim układały się różnorako. To, co miało stać się nimbem, sławy dla Kalisza początkowo było źródłem niechęci. Podobnie jak Lubeka na Buddenbrooków Tomasza Manna, Kalisz krzywił się dość długo na Noce i dnie. Uważano, że powieściowy Kaliniec zdeprecjonował zasługi miasta. Zwłaszcza kręgi inteligencji kaliskiej przyjęły jej przeznaczone kartki Nocy i dni jako obrazę, a kuzynka Dąbrowskiej wystąpiła z osobno opublikowanym pamfletem na pisarkę ("czy talent upoważnia - pisała - do żerowania piórem na polach zasługi i zamieniania ich na cuchnące bagna?"). Jeszcze po wojnie, gdy w objeździe po Polsce Dąbrowska zawitała do teatru kaliskiego z wieczorem autorskim, przyjęto ją dość obojętnie. Lody prysnęły dopiero, kiedy podczas wręczania doktoratu honoris causa Uniwersytetu Warszawskiego w 1957 roku padły pamiętne słowa: "...w mojej osobie nadaliście, panowie, doktorat honorowy mojej ziemi rodzinnej, Ziemi Kaliskiej, Ziemi Wielkopolskiej, która była jednym ze źródeł polskiego języka literackiego, której też honoru dzisiejszego winszuję, kłaniając się nisko z miłością i wdzięcznością".

       Sprowincjonalizowany i zaniedbany wówczas Kalisz po prostu zwariował. Wkrótce w 1800 lecie miasta przyznano Dąbrowskiej honorowe obywatelstwo (...)". 
     Kalisz miał swoje stałe miejsce w sercu Marii Dąbrowskiej. Dała temu wyraz nie tylko w twórczości, ale również w różnego rodzaju wypowiedziach i wywiadach.
      Oddajmy, więc na koniec wędrówki po Kaliszu głos autorce Nocy i dni, niech jej wypowiedź będzie pięknym podsumowaniem:

      "Dla mnie Kalisz jest już tylko snem dzieciństwa i pierwszych lat młodości. Lecz w tym śnie - jest miastem najpiękniejszym na świecie.
      Miastem o najpiękniejszej rzece, najpiękniejszych ulicach, najpiękniejszych mostach, najpiękniejszych nocach i dniach...".