|
„Saga grodu nad Prosną” – hołd
czy prowokacja? Nieprzyjemna aura |
|
Społeczeństwo Kalisza z niecierpliwością czekało na opisanie wydarzeń z lat okupacji. Wszyscy wiedzieli, że bohaterska walka o polskość zasługuje na upamiętnienie. Zadania tego podjął się Janusz Teodor Dybowski, o czym Kaliszanie żywo dyskutowali. Pytania – czy jest już Saga...? – pojawiały się kilka razy dziennie w kaliskich księgarniach i bibliotekach. Dawało się wyczuć olbrzymie podekscytowanie tą sytuacją i z ciekawością oczekiwano aż powieść się ukaże... Janusz Teodor Dybowski wykazał się dużą odwagą, wydając Sagę grodu nad Prosną w 1975 roku. Pisać w czasach PRL-u pozytywnie o Niemcach to trudna i ryzykowna sprawa. Decyzja o wydaniu książki nie była łatwa, z czego autor napastliwie tłumaczy się w „Przedmowie”. W czym te trudności tkwiły, skoro Dybowski tak się bronił? Czego bał się autor Sagi...? Książka ta mgliście kojarzy się społeczeństwu Kalisza i przeszła wraz z pisarzem do historii. Pojedyncze egzemplarze można spotkać tylko na półkach starszych mieszkańców grodu nad Prosną oraz w bibliotecznej czytelni – chociaż i tam już o nie coraz trudniej. Niewielu pamięta, że Saga... została wycofana z półek księgarskich, a wydawnictwo odpowiedzialne za wydanie powieści naraziło się na poważne problemy. Do dziś przyczyna tego zdarzenia jest kwestią sporną. Niektórzy uważają, że to wynik nagonki ze strony władz partyjnych, inni – że to przez źle „ujętą” fikcję literacką, która pociągnęła za sobą lawinę nieszczęść. Rozmowa ze świadkami tamtych wydarzeń dowiodła, że nie tylko władze PRL-u przyczyniły się do wycofania powieści, lecz procesy wytoczone Dybowskiemu przez kaliszan. Historia okupacyjnego Kalisza była zbyt dobrze znana ówczesnym mieszkańcom i tak naprawdę zbyt płytka fikcja literacka nie była w stanie zbić z tropu przeciętnego czytelnika. Z drugiej strony problemem okazał się wybór nazwisk bohaterów, które brzmieniem przypominają postaci rzeczywiste. Większość z nich to szanowane rodziny niemieckiego pochodzenia. Żadna więc trudność odgadnąć, że książkowi państwo Frude to Fuldowie, Fedeger – Fibigerowie, a Nawroccy byli Nowackimi. Dybowski starał się znaleźć pośrednie rozwiązanie, które ostatecznie doprowadziło do niezbyt przyjemnych dla niego wydarzeń. Autor powinien skierować Sagę... bardziej w stronę fikcji literackiej lub zupełnie w przeciwnym kierunku, ukazując prawdziwe nazwiska bohaterów Kalisza z lat okupacji. Skoro przedstawieni w powieści ludzie mieli rzeczywiście tak wielkie zasługi dla Kalisza, po co było zmieniać ich nazwiska? Przecież o wiele większym hołdem i uczczeniem pamięci byłoby ukazanie prawdziwych nazwisk, bez zbędnego przekształcania. Powieść wywołała ogromną burzę w Kaliszu i autorowi nie wyszło to na dobre. Przyjaciele pisarza twierdzą, że „Dybowskiego ta sprawa zabiła”, zniszczyła w nim chęć do tworzenia dla miasta, które kochał jak własne i z którym czuł się silnie związany. Sagę..., podobnie jak wiele innych powieści, czytano w radiu. Uznano jednak, że w czasie audycji publicznie gloryfikuje się Niemców. O wszystkim doniesiono władzom i powieść zdjęto z anteny. Sprawa ta bardzo przygnębiła Dybowskiego, który po wydaniu powieści nie pojawił się już w Kaliszu. Zorganizował natomiast spotkanie w swoim warszawskim mieszkaniu, na które zaproszono także delegację z Kalisza. Niestety, nie był to najlepszy pomysł i owo spotkanie w niczym nie przypominało wieczorku literackiego. Goście dość agresywnie zareagowali na Sagę... i nie szczędzili krytycznych uwag pod adresem autora. W świecie literackim krążyły pogłoski, że gdyby nie brat pisarza, Stefan Dybowski – minister kultury, żadna jego książka nie ujrzałaby światła dziennego. To był duży cios dla Janusza Teodora Dybowskiego. Mimo jego ambicji i zaangażowania w twórczość literacką, uznano go w niektórych kręgach za grafomana, który niczym nie jest w stanie dorównać uznanym pisarzom naszego regionu. Polacy, którzy przeżyli horror drugiej wojny światowej nie potrafią zapomnieć o krzywdzie wyrządzonej nam przez naród niemiecki. Nie dopuszczają do siebie myśli, że w czasie wojny można było mówić także o dobrych Niemcach, którzy czuli się Polakami i całym sercem nimi byli. Dybowski, opisując ich wielkie czyny, zapewne nie zdawał sobie sprawy z faktu, że jego dobre intencje zostaną odebrane jako prowokacja dla kaliskiego społeczeństwa. Stąd też nieprzychylne komentarze pod adresem pisarza, który akurat w tej sprawie nie pomylił się i napisał prawdę o polskich Niemcach.
Nie chcę stawiać hipotez ani tym bardziej oceniać poziomu twórczości
Dybowskiego, bo to całkiem inna sprawa, która wymaga szerszego spojrzenia na
pozostałe utwory. Pozostając wyłącznie w klimacie Sagi grodu nad Prosną
uważam, że ewentualne zarzuty dotyczące stylu powieści można odeprzeć na
korzyść autora, który podkreślił przecież, iż jest to powieść dla młodzieży.
Co może być cechą takiej twórczości jak nie prostota języka? Saga...
widnieje przecież we wszelkich spisach bibliograficznych pod hasłem:
„literatura dziecięca i młodzieżowa”. Dybowski poprzez mieszanie fikcji z prawdą – czy też uściślając, poprzez zbyt „przezroczystą” fikcję literacką – upokorzył rodzinę, która z przedstawionymi wydarzeniami w powieści nie miała nic wspólnego. Ta sprawa do dziś wywołuje w moich rozmówcach bardzo duże emocje... Autor w swojej powieści wprowadza postać rzeźnika Hansa Tschapke – wroga narodu polskiego, zbierającego środki na III Rzeszę. Pani Halina Świdowska wraz z bratem Andrzejem wyjaśniają, że osoba ta może kojarzyć się z ich dziadkiem, szanowanym kaliszaninem – Karolem Tschapke, znanym przed laty rzeźnikiem, posiadaczem renomowanego sklepu przy ul. Zamkowej, który zmarł w 1929 roku. Rodzina uznała, że osoby, które bliżej Karola Tschapke nie znały, będą kojarzyć postać książki z jego osobą. Jak się okazało – mieli rację. Faktycznie po wydaniu powieści wiele osób zwróciło uwagę na szargane nazwisko Tschapke i od razu padało podejrzenie na przedwojennego rzeźnika. Gdyby nie fakt, że akcja powieści rozpoczyna się w 1939 roku, a Karol Tschapke zmarł w 1929 roku, byłoby znacznie trudniej tłumaczyć, że postać z książki jest fikcyjna. Dybowski w piśmie do prawnika poszkodowanej rodziny bronił się słowami: [...] Karol Tschapke zmarł w 1929 roku, a więc na 10 lat przed rozpoczęciem akcji mej powieści, nie można go tedy identyfikować z postacią tej powieści, Hansem Tschapke. [...] Nazwisko Tschapke jest w Niemczech tak powszechne jak u nas Kowalski czy Nowak. Jego nosiciel umarł w Kaliszu kilkadziesiąt lat przed wydaniem mej powieści, miałem tedy prawo podać inne imię niż nosił rzeźnik Tschapke – Karol, wprowadzić epizodycznie postać rzeźnika Hansa Tschapke. Jako pisarz, miałem do tego pełne prawo, bez którego żadna powieść współczesna polska czy pisana w jakimkolwiek innym języku istnieć by nie mogła. Zawsze bowiem znalazłby się ktoś o podobnym nazwisku, kto by mógł pozwać autora do sądu, gdyby mu się coś w jego powieści nie podobało. Wielu kaliszan uważa, że Dybowski mimo dużej odwagi zapomniał o tym, co najważniejsze – o odpowiedzialności za swoje słowa, które mają niesamowitą siłę przebicia i rozchodzą się w błyskawicznym tempie. Profesor Stanisław Iwankiewicz w wydanym tomie wspomnień A było to tak..., podaje za Dybowskim kolejne „dziwne” fakty na temat rodziny Tschapke. Co w tym wszystkim najgorsze – utożsamia zmarłego w 1929 roku rzeźnika Tschapke z działaczem tajnych partii działających na rzecz III Rzeszy. Tak więc czy Dybowski zdawał sobie sprawę z tego, że w jego quasi-fikcję uwierzą inni, dodając kolejne wymyślone fakty? Przecież tytuł A było to tak... jest dla przeciętnego odbiorcy wyraźnym stwierdzeniem, że tak rzeczywiście było. Dodajmy do tego rangę profesora i jesteśmy w stanie uwierzyć we wszystko, co napisze. Dyskusje wokół Sagi... trwają do dziś. Jednak nie tak bardzo nad treścią, lecz nad nieprzyjemną aurą, jaka wokół niej powstała. Przemysław Mańka, Kalisia Nowa nr 1, 2/2006 W książce „Saga grodu nad Prosną” Fuldowie występują pod nazwiskiem Frude. Henryk Fulde, członek AK, został zamordowany przez Niemców w przeddzień wyzwolenia w 1945 roku. Więcej informacji: Janusz Teodor Dybowski "Saga grodu nad Prosną" Biografia Janusza Teodora Dybowskiego Cztery dni, które wstrząsnęły III Rzeszą
|
![]()
|
Twórcą i
sponsorem stron internetowych Ziemi Kaliskiej jest rodzina Płocińskich, |