|
Kalisz w Internecie |
|
Czy
powstanie multimedialna encyklopedia kaliska? Aż trudno w to uwierzyć, że internet, który dziś stał się jednym z podstawowych źródeł informacji i zarazem głównych kanałów komunikowania się ludzi na całym świecie, dotarł do Kalisza zaledwie sześć lat temu. Pierwszy serwer uruchomiła tu w 1996 roku sieradzka firma „Inwar”, a autorem pierwszych kaliskich stron internetowych był Krzysztof Płociński. Absolwent sławnego Liceum im. Adama Asnyka (szkolna ksywa „Płotka”) oraz Politechniki Poznańskiej, już od lat szkolnych interesował się elektroniką i informatyką. Po rodzicach - a byli to dziennikarze wielce zasłużeni dla „Ziemi Kaliskiej”, Danuta i Michał Płocińscy - odziedziczył także inne pasje: sentyment do rodzinnego miasta i żyłkę społecznikowską. Splot tych zainteresowań sprawił, że młody inżynier z własnej inicjatywy zaczął promować Kalisz w internecie: - Była wówczas moda na miasta partnerskie, a Kalisz miał ich sporo - i od tego zacząłem. Potem powstała strona, poświęcona województwu kaliskiemu, która zresztą istnieje do dziś. Nie usunąłem jej, bo nigdy nie pogodziłem się z likwidacją województwa kaliskiego. A poza tym historia lubi się powtarzać. Niech więc ta strona sobie poczeka do lepszych czasów... Prawdziwa przygoda zaczęła się jednak dopiero wówczas, gdy Krzysztof zagłębił się w dzieje Kalisza. Przy pomocy kolegów-asnykowców, m.in. Jerzego Splitta i Krzysztofa Walczaka, autorów wielu historycznych opracowań, docierał do coraz to nowych źródeł i tworzył coraz to nowe strony. Tak powstała „Historia Kalisza”, „Biografie sławnych kaliszan”, „Fotografie dawnego Kalisza”, „Panorama kultury ziemi kaliskiej” i wiele innych o nieco węższym profilu - Przewaga internetu nad wiedzą książkową - twierdzi Krzysztof - jest ogromna. Bibliotekarz musi przerzucać tony książek. Internet poprzez system tzw. linków daje wiedzę powiązaną i łatwo dostępną. Jeśli ktoś studiując „Historię Kalisza” natrafi np. na nazwisko Parczewskiego, może natychmiast przenieść się na stronę „Biografie sławnych kaliszan” i znajdzie tam jego życiorys. Jeśli natrafi na Konopnicką, znajdzie na moich stronach nawet jej całe książki. Internet to jest przyszłość! Pomysł wpisywania książek w internet zrodził się z fascynacji „Balladami kaliskimi” Bogumiła Kunickiego. Te historyczne felietony drukowane były przez wiele lat na łamach „Ziemi Kaliskiej”, a potem wydane w formie książki, którą Krzysztof uznał za godną umieszczenia w całości na swych stronach. Później przyszła pora na „Kronikę miasta Kalisza” Władysława Kościelniaka i Krzysztofa Walczaka, „Kalisz z oddali” Tadeusza Pniewskiego, „Kalisz w literaturze” Haliny Sutarzewicz, „Baśnie i legendy kaliskie” Eligiusza Kor-Walczaka, „Po balu” Piotra Łuszczykiewicza... A Konopnicka znalazła się w tym gronie nie tylko ze względu na związki z Kaliszem. - Konopnicka - wyjaśnia Płociński - ma w internecie mocną pozycję! Przede wszystkim dlatego, że napisała kilka wierszy ważnych dla emigracji, na czele z „Rotą”. Poza tym pojawili się w internecie ludzie, którzy nazwali się „wolnymi najmitami”. Krążą oni po całym świecie i wykonują różne prace (np. filmy), ale pracują wyłącznie na własny rachunek. Oni też lansują Konopnicką... Asnyk także się liczy, ale głównie ze względu na erotyki. Za to „Asnykowcy” - czyli stowarzyszenie wychowanków kaliskiej szkoły - mają u Płocińskiego szczególne względy. Stworzył im nie tylko osobną stronę, która jest stale uaktualniana, ale też prowadzi na bieżąco e-mailową korespondencję z kolegami rozsianymi po całym świecie. Tak m.in. odnaleźli się w USA Zdzisław Samulak, Monika Mecke i Beata Norek. Z Kanady regularnie odzywa się Henryk Jedwab; niedawno zgłosili się też Roman Budziński i Wojciech Śniegowski (podobno spokrewniony z prezydentem Wojciechowskim!). Z Jerozolimy napisał Yoram Mayorek, który szuka informacji o swym ojcu Arnoldzie, wychowanku kaliskiej szkoły. Z tej korespondencji rodzi się też zapotrzebowanie na nowe strony. Jan Wydro z Pensylwanii np. zasugerował, że warto upowszechnić „Statut kaliski” z 1264 roku, nadający prawa Żydom. Podobną prośbę zgłosił też George Milton z Kalifornii. I tak powstała strona, która jest dziś źródłem poważnej wiedzy historycznej. Kaliskie strony - jak twierdzi ich twórca - odwiedza dziennie ponad 300 osób. Czy którakolwiek z kaliskich bibliotek może pochwalić się taką frekwencją? W jaki sposób Płociński, który prowadzi własną firmę usług internetowych i ma na utrzymaniu sporą rodzinę, znajduje czas na takie zabawy? Chyba po prostu lubi to robić. A poza tym korzysta z pomocy własnych dzieci; 18-letni Mateusz, o rok młodszy Szymon i 12-letnia Marysia żyją z komputerami za pan brat; ale także młodsi, 3-letnia Ola i 8-letni Piotruś mają własne monitory. Czasem zamiast biegać z pokoju do pokoju porozumiewają się poprzez łącza. A jednocześnie - co najbardziej zdumiewające - rodzinny dom Płocińskich jest żywym zaprzeczeniem teorii, że komputery osłabiają więzi międzyludzkie. Jest to dom pełen ciepła, spokoju, miłości. Krzysztof ma jednak świadomość, że jego próby promowania Kalisza w internecie są tylko namiastką tego, co można by zrobić: - Trzeba by stworzyć fachowy zespół historyków, redaktorów, informatyków i innych niezbędnych fachowców. Musiałyby się jednak znaleźć na to odpowiednie środki. W ten sposób można by stworzyć rodzaj multimedialnej encyklopedii kaliskiej, która byłaby stale uzupełniana i uaktualniana... Pomysł zdaje się znakomity, ale zrealizować go można jedynie przy udziale władz miasta. Czy taka przyszłościowa wizja może spodobać się w mieście, żyjącym tradycjami? |
![]()
|
Twórcą i sponsorem stron
internetowych Ziemi Kaliskiej jest rodzina Płocińskich, |