I. W grodzie nad Prosną

Lubią nas stare mury oplecione w bluszcze
Mchem zielonym porosłe dachówki i cegły
Opodal szara rzeka monotonnie pluszcze 
I przez stęsknione oczy myśli wstecz wybiegły

Jak cicho tu się żyło i jak błogo, pewnie
W tych ścianach, skąd gra mowa dawnych ludzi
Dni płynęły jak bajka o śpiącej królewnie
Na którą wciąż się czeka, która wciąż się budzi.

Lubię was krętych ulic wąskie korytarze
Stare domy zaułków, szare i posępne
Godziny na kościelnym bijące zegarze
I odwiecznych kościołów wieże wniebowstępne (...)

       A. Oppman "Zaułki"

 

      11 września 1838 roku w Kaliszu, w domu położonym przy ul. Warszawskiej 601 dał się słyszeć płacz dziecka. Matka, wyczerpana, ale szczęśliwa tuli w ramionach swego pierworodnego syna. To nic, że jest słaby i wątły. Dla niej jest to Cherubin najpiękniejszy na świecie. Cała miłość i wielkie nadzieje zrodzone w dziewięciu miesiącach skupiają się teraz w tym małym, bezbronnym ciałku.

Dom Adama Asnyka
Dom Adama Asnyka.

      Ojciec zamaszystym krokiem przemierzający pokój obok w pełnym oczekiwania skupieniu, raz po raz nerwowo spoglądający na zegarek dowiaduje się wreszcie, że ma syna. 
      Ileż radości niesie to słowo. Syn - to brzmi dumnie!
      Mężczyźnie zawsze łatwiej na świecie, przed mężczyzną otwierają się szersze perspektywy, może dokonać wielkich rzeczy, zadziwić świat.
      Chrzciny urządzono maleństwu 24 września 1838 roku o godzinie "4 z południa" w parafii św. Mikołaja w Kaliszu. Dziecko otrzymało imiona Adam Prot Asnyk2.
      Adam - to imię symbol. O czym mogli myśleć rodzice decydując się na nie?
      Adam praojciec, czy może wieszcz narodowy?.
      Czyżby w imieniu kryła się zapowiedź przyszłej wielkości, a może przyszłej klęski?
      Adam Mickiewicz i Adam Asnyk obaj uznani przez epokę i obaj nieszczęśliwi w życiu osobistym. Być może imię ma jakiś wpływ na nasze losy.

Tablica pamiątkowa na domu, w którym Adam Asnyk przyszedł na świat.
Tablica pamiątkowa na domu, w którym Adam Asnyk przyszedł na świat. 
W 1899 roku lokal, który zajmowali Asnykowie został zajęty na skład żelaza Hulewicza.

      Prawdopodobnie jednak nadanie dziecku imienia Adam było bardziej prozaiczne. Rodzice chcieli w ten sposób uczcić przyjaciela rodziny, znanego lekarza Adama Helbicha, dzięki któremu ojciec przyszłego poety osiadł w Kaliszu i który poznał ze sobą rodziców małego Adama.
      Kazimierz Asnyk urodził się 4 marca 1797 r. w Warszawie3
      Jego genealogia sięga do drobnej szlachty wywodzącej się z Pińszczyzny.
      Był porucznikiem wojsk polskich za czasów Wielkiego księcia Konstantego. Brał udział w powstaniu listopadowym. Wzięty do niewoli w bitwie pod Grochowem został zesłany na Sybir. Po powrocie - jak pisze sam Adam Asnyk w notatce biograficznej 

(...) z przeciętą już karierą wojskową 
i pozbawiony środków do życia osiedlił się w Kaliszu.(...)4

Dr Adam Helbich       Podczas wojennych wojaży poznał i zaprzyjaźnił się z Adamem Helbichem, który służył mu pomocą w zagospodarowaniu się w Kaliszu i w założeniu sklepu. Kazimierz Asnyk bywał u przyjaciela często. W jego mieszkaniu poznał Konstancję Zagórowską (ubogą szlachciankę, której ród wywodził się z Wołynia), która była wychowawczynią dzieci doktora Helbicha. Niemłody już wówczas Kazimierz Asnyk na pewno odczuwał brak kobiety u swego boku i niejednokrotnie myślał o założeniu rodziny. Kiedy poznał Konstancję, która "stanowiła piękny a rzadki typ dawnej niewiasty polskiej, poświęconej tylko i wyłącznie cichemu domowemu życiu i swoim obowiązkom"5 postanowił się z nią ożenić.
      Ślub owej pary odbył się 15 lipca 1837 roku w parafii św. Mikołaja w Kaliszu (pan młody ma wówczas lat 40, panna młoda 35). Świadkami na ślubie byli brat Konstancji Józef Zagórowski i doktor Adam Helbich.
      Kazimierz Asnyk okazał się człowiekiem przedsiębiorczym, mającym talent handlowy:

(...) Na przekór ówczesnym pojęciom fałszywej, szlacheckiej i wojskowej pychy, wziął się do wytrwałej pracy i handlowych przedsięwzięć, które mu się poszczęściły o, tyle, że pomimo niezwykłej ofiarności dla drugich mógł mieć byt zapewniony (...)7

      W gazecie "Kaliszanin" z 1896 r odnajdujemy notatkę mówiącą, że "Kazimierz Asnyk osiadł na stałe w naszym mieście otworzywszy skład skór" (...)
      Wg relacji księdza Wojciecha Helbicha (wnuka Adama Helbicha) "Kazimierz Asnyk miał w Kaliszu (na Placu Św. Józefa)8 księgarnię i wypożyczalnię książek, ale też próbował szczęścia w różnych dziedzinach handlu. W okresie, w którym miał skład z żelazem handlował także suknem. Sprzedając sukno zachwalał, że jest mocne jak żelazo, sprzedając stal dowodził, że gnie się jak sukno"9.
      Jak podaje A. J. Mikulski - Kazimierz Asnyk posiadał również w Kaliszu hotel 10 .
      Dzięki talentowi handlowemu mógł zapewnić godziwy byt swojej rodzinie. Dzieciństwo małego Adama upływało, więc w dostatku. Jedyne dziecko niemłodych już rodziców było otoczone ich ogromną miłością. Szczególnie matka czuwała nad każdym krokiem swojego jedynaka. Poświęcała mu cały swój czas, wlewając weń ogrom macierzyńskiego serca.

(...) Miał cztery lata, kiedy dostał serduszko z cukru, wypełnione sokiem, upuścił je i stłukł przez nieuwagę. Widząc to zaczął rzewnie płakać.
- Mamusi serduszko pękło! - wołał, zalewając się łzami.
Cóż się okazało? Matka napominała go raz, żeby był dobry i dodała, że gdyby uczynił, co złego serce pękłoby jej z żalu. Dziecko wyobraziło sobie, że to jest właśnie serce matczyne (...)11.

      Konstancja Asnykowa była mądrą matką. Miała świadomość, że dopóki dziecko jest przy niej może czuć się bezpieczne i szczęśliwe. Ale umiała również powiedzieć synowi, że życie to także łzy, ból i cierpienie, że nie zawsze będzie mogła ochronić go przed złem i okrucieństwem świata. Wpajała również swojemu dziecku, że są w życiu pewne wartości, którym należy być wiernym wbrew wszystkiemu i pomimo wszystko. 
      Macierzyńską mądrość Konstancji i wielka miłość syna do niej pięknie obrazuje wiersz "Echo kołyski" napisany w roku 1868, kiedy Adam Asnyk już rozumiał i doświadczył prawdziwości jej słów.

Gdym jeszcze dzieckiem był
Budzącym się na świat
Gdy wątły życia kwiat
Jeszcze się w pączku krył
Na łono matka mnie brała 
Pieściła i całowała
Gdym jeszcze dzieckiem był.

Pamiętam po dziś dzień
Jak kojąc płacz i gniew
Nuciła tęskny śpiew
Co fala słodkich brzmień
Dobywał uśmiech na nowo
I każde piosenki słowo
Pamiętam po dziś dzień

Dziecino, nie płacz! nie!
Rozjaśnij swoja twarz
Dopóki matkę masz
Nie może Ci być źle
Na moim oprzyj się łonie
Ja Cię przed bólem zasłonię 
Dziecino nie płacz! nie!

Chowaj na później łzy
Dziś jeszcze anioł stróż
Girlandą białych róż
Okala Twoje sny
Na tkance marzeń pajęczej
Maluje kolory tęczy
Chowaj na później łzy!

Rozkoszą wszystko tchnie
Śpiewa Ci ptaków chór
W twym niebie nie ma chmur
Ani goryczy w łzie
Życie uśmiechem Cię wita
I każdy kwiat Ci rozkwita
Rozkoszą wszystko tchnie

Więc duszę swoją pieść
Jutrzenka rajskich farb
I czystych uczuć skarb
W niewinnej piersi mieść
Byś mógł zaczerpnąć w tym zdroju
Gdy Ci przybraknie spokoju
Więc duszę swoją pieść

Bo przyjdzie inny dzień 
W którym o synu mój
Napotkasz tylko znój
Zamiast rozkoszy tchnień
Zdrada Ci oczy otworzy
Nieufność ducha zuboży
Bo przyjdzie inny dzień (...)

(...) Na taki życia zmrok
Rozbicia straszną noc
Zachowaj ducha moc
I jasny dziecka wzrok (...)

(...) ˇO, nie mów dziecię me
Że marny życia trud
Że wszystko fałsz i brud
A prawdą tylko złe
Że trzeba wątpić i szydzić
Pogardzać i nienawidzić
O, nie mów dziecię me (...)
12 

      Jedynacy zwykle padają ofiarą wygórowanej, samolubnej miłości rodzicielskiej, ale państwo Asnykowie inaczej chowali syna, kochając go nad życie "nie psuli zbytnim pobłażaniem, nie okazywali dlań słabości. Miłość własnego kraju, szlachetny charakter, niezłomne zasady, najpiękniejsze cnoty i gorącą wiarę wyniósł Asnyk z domu rodzicielskiego"13.
      Państwo Asnykowie na pewno wiązali ze swym jedynakiem wielkie nadzieje i mieli wobec niego ogromne plany. Dziecku bez problemów udawało się sprostać oczekiwaniom rodziców. Było wrażliwe, ciekawe świata, inteligentne i zdolne. Kazimierz Asnyk starał się wychowywać swego syna na mężczyznę. Sam będąc żołnierzem podtrzymywał w domu nastroje wojskowe

"W wolnych chwilach uczył mnie musztry i zaprawiał do rygoru wojskowego. Swoją marsowa powierzchownością i przybrana surowością, pod którą kryła się wielka dobroć, imponował mojej dziecięcej wyobraźni" (...) 14

      Rodzice uzupełniali się wzajemnie w wychowaniu syna: 
 ojciec - wymagał, krytykował, kiedy trzeba było karcił.
 matka - uczyła chłopca wrażliwości, uczuciowości, dobroci i miłości do ludzi.
      Talent poetycki małego Adama zdradził się dość wcześnie. Przyszły poeta układał rymowane wierszyki przy różnych okazjach. Matka zachęcała go do "uprawiania" tej sztuki poprzez płacenie mu trzech groszy honorarium za każdą rymowankę.
      Ojciec wolał, aby syn zajmował się czymś pożyteczniejszym. Być może miał nadzieję, że w przyszłości będzie prowadzić razem z nim interesy handlowe. Młody poeta "musiał być strofowany przez ojca za te wczesne wycieczki w krainę poezji, gdyż raz powiedział: 
      - Jak będę sławny, to ojciec wtedy nie powie - na co to pisanie"15 
Grób Walentego i Emilii Stanczukowskich.       Od kiedy młody Adam nauczył się czytać, książki stały się jego pasją i namiętnością. Czytał wszystko, co wpadło mu w ręce. miał do nich łatwy dostęp, gdyż jego ojciec wraz z przyjacielem Walentym Stanczukowskim (Adam Asnyk nazywał go ojcem chrzestnym, choć w istocie nim nie był) założył w Kaliszu na Placu Św. Józefa księgarnię z czytelnią.
      Walenty Stanczukowski był uznanym w Kaliszu lekarzem, wykonującym swój zawód z poświęceniem, jak również wielkim społecznikiem. W 1854 r ożenił się z Emilią Filleborn, przełożoną znanej (także poza Kaliszem) pensji żeńskiej.
      Emilia Filleborn była uczennicą Klementyny z Tańskich-Hoffmanowej, która uczciła wmurowaniem tablicy pamiątkowej w kościele ojców Franciszkanów w Kaliszu.
      Dla Walentego Stanczukowskiego napisał przyszły poeta najdawniejszy z zachowanych wierszy p.t. "Krowa i rzeźnik" opatrzony datą 14 lutego 1849 r. Na pewno nie był to pierwszy jego utwór, gdyż młody Adam chętnie pisywał tzw. "poezję okolicznościową" i wręczał "swoje dzieła" rodzinie i znajomym przy różnych okazjach.
      Ale nie tylko pisanie błahych wierszyków było udziałem Adama

(...) Pierwsze silniejsze wrażenia, jakie odniosłem, były wiadomości o rzezi galicyjskiej i później o ruchach rewolucyjnych z 48 roku. Słyszałem prowadzone po cichu rozmowy, czytane i rozbierane artykuły gazet zagranicznych, szczególniej z Księstwa Poznańskiego i moja dziecinna wyobraźnia ożywiała się i zapalała.

Słowa "Polska, Wolność, Braterstwo ludów" brzmiały w moich uszach jak czarodziejska muzyka: coś już w części rozumiałem, czegoś się domyślałem, słowem dusza wyjrzała na jakieś szersze horyzonty.
Pod tym wpływem zacząłem pisać wiersze, które miały nastrój patriotyczno - religijny.
Obok tego Chrystus na krzyżu, którego miałem obrazek nad łóżeczkiem budził we mnie mistyczne zachwyty i obrazy jego męki wraz z obrazem odkupienia Polski i całego świata łączyły się jakoś tajemniczo w jedną całość (...)16 

      W mieszkaniu, które zajmowali państwo Asnykowie nie ma dzisiaj żadnego śladu ich bytności. Jedyne, co świadczy o tym fakcie, to tablica pamiątkowa wmurowana w budynek. 
      Niewiele wiemy o wnętrzu mieszkania, meblach, sprzętach gospodarstwa domowego, pamiątkach, bibelotach, zabawkach małego Adama. 
      Do państwa Asnyk zabiera nas Urbanowa z noweli Marii Konopnickiej i czasopismo "Bluszcz" z 1930 r. opisujące wystawę pamiątek po Asnyku. 
      Wspomnienia, suche opisy zawarte na pożółkłych kartkach starych czasopism, nic więcej.
      Spróbujmy, więc na podstawie tego, co mamy przenieść się, choć na chwilę do mieszkania przyszłego poety. 
      W pokoju widzimy szafę, w której wisi zielony, pluszowy garnitur Kazimierza Asnyka, wielką, rozłożystą kanapę, na której siedząc, być może usypiała do snu małego Adama Konstancja Asnykowa śpiewając mu piosenki, szafę biblioteczną, z której zawartości ochoczo korzystał Adam. Jakie książki mogła zawierać? Na pewno dzieła wielkich romantyków Mickiewicza i Słowackiego oraz utwory Wiktora Hugo. 
      Mamy również pękate biurko, być może to przy nim Adam pisał wiersze i odrabiał lekcje. 
      W przedpokoju mogło wisieć staroświeckie lustro, przy którym Konstancja zakładała kapelusz wychodząc do miasta. 
Musiał być również w domu fortepian, gdyż jak pisze A. J. Mikulski "matka uczyła syna gry na fortepianie, w której celowała"17.
      Oprócz mebli znajdujemy jeszcze: dziecinny widelczyk, co świadczy o tym, że Adam miał swoją własną zastawę stołową, książeczkę do nabożeństwa i różaniec, który w czasie bitwy pod Grochowem umierający dowódca 4-tego Pułku Strzelców Pieszych podarował Kazimierzowi Asnykowi.
      Maria Konopnicka w "Urbanowej" pisze:

"Kto by pomyślał, że nazwisko, które potem tak szeroko zasłynąć miało w dziedzinie poezji, usłyszę po raz pierwszy w kuchni z ust starej, sześć razy na tydzień pijanej kucharki (...)18.

      A zaczęło się wszystko od stłuczonego, glinianego garnka (nie pierwszego zresztą w dorobku Urbanowej).

(...) - Masz babo redutę! woła Urbanowa uderzając w suche, pomarszczone ręce - znowu skorupa!
Nienastarczone rzeczy z tymi skorupami... Taki nowy garnek... Tygodnia jeszcze nie ma... Ażeby to choroba z takim gospodarstwem!... Ale to tak, kiedy żelaznych garnków w domu nie ma, tylko same skorupy.
Jakem była u państwa Asnyk, to tam nijakich skorupianych garnków nie było. 
Same żelazne, jeden w drugi, jak wybrane...
Po tym pierwszym wybuchu do wieczora już było jedno i to samo. 

U państwa Asnyk było tak a tak, u państwa Asnyk robiło się to a to, u państwa Asnyk nigdy tego nie bywało, u państwa Asnyk tego nauczona, u państwa Asnyk do tego nienawykła... słowem gotowy prejudykat na każdą porę dnia i nocy i na wszystkie kuchennego życia wypadki (...)

(...) Tu wyznać muszę, z cała pokorą, że nazwisko "państwa Asnyk" obrzydło mi tak, żem go po prostu znieść nie mogła (...)19 

      Konopnickiej i jej dzieciństwu poświęcę osobną publikację. Teraz powiem tylko tyle, że nie można jej mieć za złe powyższego stwierdzenia, ponieważ dom małej Marii nigdy nie był tak zasobny jak dom państwa Asnyk, gdyż warunki rodzinne i materialne, w jakich żyła były dużo gorsze od warunków życia Adama Asnyka.
      Zatrzymajmy się jeszcze na chwilę w domu państwa Asnyk przy szafie bibliotecznej pełnej książek i przy dziełach znakomitych poetów romantycznych.
       Józef Trietiak w artykule zatytułowanym "Asnyk i jego liryka" tak pisze o poecie:

"Wykarmiony poezją romantyczną, dla której ruszyć z posad bryłę świata" było tylko zadaniem chwilowego uniesienia i zapału, jak na przykład dla żołnierza zdobycie szturmem jakiejś twierdzy, w pierwszych dniach rozkwitu swej muzy spotkał się z żelazna dłonią rzeczywistości, która zatrzęsła nim i rzuciła go daleko od tego rodzinnego ogniska (...)20.

      Obok poezji Mickiewicza będzie jeszcze twórczość Słowackiego, którego Asnyk obierze sobie na początku swej poetyckiej drogi za mistrza i przewodnika.
      W roku 1849 Adam Asnyk rozpoczyna naukę w trzeciej klasie w Wyższej Szkole Realnej w Kaliszu. 

Wyższa Szkoła Realna, dziś I Liceum Ogólnokształcące im. Adama Asnyka.
Wyższa Szkoła Realna, dziś I Liceum Ogólnokształcące im. Adama Asnyka.

      Do tego czasu uczył się w domu

(...) matka troskliwa o moje wykształcenie wzięła do mnie na domowego nauczyciela bardzo dobrego pedagoga (...) 21

      Młody, wrażliwy człowiek, zbyt poważny na swój wiek wchodzi w nowe środowisko, zawiązuje nowe przyjaźnie. Niektóre z nich jak np. przyjaźń ze Stefanem Gillerem będą trwały przez całe życie poety.
      Adam Asnyk tak pisze o swoich latach szkolnych:

(...) zapomniałem o poezji, a uczyłem się chciwie, szczególnie matematyki i nauk przyrodniczych. Jakkolwiek chorobliwy stan zdrowia przeszkadzał mi nieco w nauce, jednak przechodziłem zawsze z nagrodą lub listem pochwalnym z klasy do klasy (...) 22

      Spróbujmy odtworzyć życie szkolne Asnyka i poświęćmy nieco więcej uwagi samej szkole. 


Tablica pamiątkowa na ścianie Liceum Ogólnokształcącego im. Adama Asnyka.

      Wyższa Szkoła Realna powstała w Kaliszu w 1845 r., na miejscu zlikwidowanego gimnazjum filologicznego. Oprócz ogólnego wykształcenia na poziomie średnim szkoła dawała przygotowanie chemiczno - technologiczne. Nie było to bez znaczenia, gdyż Kalisz był ważnym ośrodkiem włókienniczym i szkoła o takim profilu mogła kształcić młodzież, która później znajdowała zatrudnienie w tym przemyśle.
      W latach 1845 - 1854 inspektorem szkoły był profesor Karol Beithel.23 
 Karol Beithel      Program nauczania realizowany na 32 godzinach tygodniowo obejmował następujące przedmioty: religię (w zależności od wyznania ucznia rzymsko-katolicką, ewangelicką lub prawosławną), język rosyjski, język polski, język łaciński, arytmetykę z buchalterią, geometrię, kaligrafię, rysunki, trygonometrię, algebrę, technologię chemiczno - mechaniczną, geometrię opisującą, wiadomości z historii powszechnej, geografię matematyczną, fizykę ogólną, zoologię, botanikę, mineralogię, mechanikę ogólną, wiadomości z nauk przyrodniczych i higieny.
       Dodatkowym przedmiotem nieobowiązkowym była muzyka. Działała szkolna orkiestra i chór.
       Uczniowie otrzymywali cenzury, co 1 - 1,5 miesiąca, stopnie okresowe wyrażano cyframi arabskimi (2,3/4; 1,1/2 itp.), przy rocznych dodawano jeszcze ułamki dziesiętne (np. 4,25 lub 2,35 itp.).
       Egzaminy promocyjne i końcowe odbywały się komisyjnie, w skład komisji wchodzili dwaj nauczyciele i inspektor.
       Uczniom klas IV stawiano dodatkowe wymagania, bowiem ukończenie 4-rech oddziałów Wyższej Szkoły Realnej było równoznaczne z uzyskaniem wykształcenia na poziomie powiatowej szkoły realnej.25
       Kto chciał uzyskać świadectwo maturalne, czyli tzw. patent musiał uczyć się jeszcze 2 lata by zdać egzamin końcowy z 21 przedmiotów.
      Szkoła dbała o morale uczniów, stosując za niewłaściwe zachowanie różnorakie kary:
      Karano za uczesanie "po kobiecemu", na co władza szkolna szybko reagowała, nakazując woźnemu włosy "od ręki spuszczać" tj. obcinać bądź w kancelarii bądź na korytarzu szkolnym. 
       Odsiadywano "kozę" za fanfaronadę po mieście, za odwiedzanie "handlów", za palenie fajek i cygar, za zawieranie niestosownych przyjaźni itp.26 
       Uczniowie pilni i wzorowo się sprawujący byli nagradzani.
       Strojem obowiązującym w szkole był granatowy mundurek, zapinany na dwa rzędy posrebrzanych guzików z wysokim amarantowym kołnierzem. Tego samego koloru był też lampas u czapki. Każda czapka miała swój numer zapisany w dzienniku lekcyjnym. Obecność na zajęciach była skrupulatnie odnotowywana.
      Poza lekcjami młodzież spotykała się często w różnych domach na rozmowach, dyskusjach, czytaniu "mistrzów pióra", śpiewaniu, odgrywaniu scen dramatycznych w teatrze amatorskim. Inicjatorem takich spotkań był znany nam już Walenty Stanczukowski. 
       Nauka w szkole była płatna (w klasach młodszych było to 4 rs, w klasach starszych - 8, w roku szkolnym 1851/52 świadczenie roczne wzrosło w klasach starszych do 15 rs a klasach młodszych do 8).
       W latach 1845 - 62 w szkole uczyło 38 nauczycieli, do najwybitniejszych należeli: polonista Sylwester Kinicki, matematycy - Jan Kluczewicz, Cyprian Laudyn, Ignacy Kowalski oraz nauczyciel religii ksiądz Józef Herbich.
      Adam Asnyk najbardziej lubił swego polonistę S. Kinickiego, któremu zadedykował wierszyk zatytułowany "Z powinszowaniem Imienin"

Ty, co się w miejsce ojca nami opiekujesz
Co młodociane serca do dobroci kierujesz
Co zasiewasz je wiarą tak ziarnem pole
Wypleniasz złe nałogi jak szkodliwe kąkole,
Kształcisz umysł nauką, szczepisz wiadomości, 
Obudzasz wszystkie władze, co były uśpione
Przyjm w dowód mojej nigdy nie zgasłej wdzięczności
Życzenie proste, serca popędem wiedzione27 

      Czas spędzony na nauce, spotkaniach z kolegami, rozmowach, spacerach i zabawach płynie szybko, ale młodemu Adamowi przyjdzie przeżyć chwile grozy, rozpacz po stracie kolegów.
      Lata nauki Adama Asnyka w Wyższej Szkole Realnej nie były dla Kalisza łaskawe.
      W 1850 r. miasto nawiedziła powódź, w 1852 ogromny pożar w dzielnicy żydowskiej i epidemia cholery, która dziesiątkuje ludność. Umierają również koledzy szkolni Asnyka, co znajduje odzwierciedlenie w wierszu:

"Tyle nasion spotyka zagłada
Tyle kiełków wschodzących marnieje
Tyle pączków przedwcześnie opada
Najpiękniejsze budzących nadzieje (...)"28 

      Lata nauki to również czas społecznej inicjacji młodego Adama. Jego ojciec często bierze udział w akcjach dobroczynnych. 
      W Roczniku Urzędowym Królestwa Polskiego z roku 1855 możemy odczytać nazwisko Kazimierza Asnyka dwukrotnie.
      Raz, jako uczestnika Rady Opiekuńczej Ochrony Ubogich Dzieci w Kaliszu29.
      Ponownie Kazimierz Asnyk występuje wśród ofiarodawców na Dom Schronienia Dla Starców, Kalek i Sierot otwarty w 1855 r. z inicjatywy Rady Opiekuńczej Zakładów Dobroczynnych powiatu kaliskiego.
      Widok biedy i ludzkiego nieszczęścia na pewno wpłynął na przyszłą osobowość Adama Asnyka.
      W roku 1853 przyszły poeta kończy szkołę i uzyskuje patent uprawniający go do rozpoczęcia studiów wyższych. Nie rozpoczyna ich jednak od razu:

(...) byłem za młody jeszcze, żeby udać się na uniwersytet, jak to było moim marzeniem, pozostałem chwilowo w domu, ucząc się łaciny, francuskiego, niemieckiego i angielskiego, jak również botaniki i chemii, do których miałem zamiłowanie.
Prócz tego aplikowałem w sądzie pokoju dla obeznania się trochę z prawem (...)30 

      Studia rozpoczyna Asnyk dopiero jako 18-to latek jesienią 1856 r. Zgonie z wolą ojca zapisuje się wówczas do Instytutu Agronomicznego w Marymoncie pod Warszawą.
      Nie odpowiada mu jednak ten rodzaj studiów.

(...) Poziom naukowy tego zakładu zupełnie nie odpowiadał moim pragnieniom. Zachorowawszy, więc na ostry reumatyzm stawowy, po paromiesięcznym pobycie powróciłem do domu (...)31.

      W następnym roku wstępuje do nowo otwartej w Warszawie Akademii Medyczno - Chirurgicznej.
      Tu kończy się dzieciństwo Asnyka. Pisklę wyfruwa z gniazda, po to by już nigdy do niego nie powrócić. Będzie jeszcze przyjeżdżał na wakacje do roku 1860, kiedy to rodzice Asnyka przeprowadzą się do Warszawy.
      Wyjazd na studia kończy sielskie czasy spędzone w domu rodzinnym. Kończy się również w życiu poety spokój, nad którym czuwali troskliwi rodzice.
     Po latach Adam Asnyk napisze do rodziców z Drezna 9 listopada 1863 r.

(...) "lecz i tu i tam, za morzem i wszędzie
gdzie tylko poślę przed sobą myśl biedną
wszędzie mi smutno i wszędzie mi jedno
i wszędzie mi źle i wiem że źle będzie"32 

      Ale co robić, trzeba upychać życie jak można, kiedy nie chce samo wartkim toczyć się strumieniem. To, co się nazywa wlec swoją egzystencję jak kamień za sobą powinno być głównym przedmiotem szkoły życia i zadaniem filozofii praktycznej, a nie wyszukiwanie celów, które się nie odnajdują, lub, których dopiąć niepodobna (...)33.
      Stary gród nad Prosną "święty i czysty" kraj lat dziecinnych pozostanie w sercu poety. Będzie do niego wracał w listach. Wróci również w twórczości.
      W 1869 r. powstaje pismo "Kaliszanin". Jednym z założycieli Gazety był Adam Chodyński. On to właśnie zwrócił się do Asnyka z prośbą o przysłanie wiersza, który chciał wydrukować w nowo powstałej gazecie. Asnyk przysyła wiersz pełen tęsknoty za "cudnym krajem lat dzieciństwa, gdzie leżały porzucone przezeń skarby: miłość rodzinna, wiara naiwna, czystość uczuć i świeżość wrażeń"34.
      Ów utwór zatytułowany "Rodzinnemu Miastu" ukazał się w Kaliszaninie 7 lutego 1870 r. Posłuchajmy jak 32 letni poeta wspomina swój "raj utracony".

(...) Droga mnie wiedzie do starego grodu,
Otoczonego ramionami Prosny...
Tam, wśród alei kasztanowych chłodu
Czerpałem tchnienie pierwszej życia wiosny
Co w cudowności szatę tę obleka
Jak sen zstępuje i jak sen ucieka
Dziś wywołane pamięcią promienie
Złocą mi pasma zielonych wybrzeży
I znów anielskie śle mi pozdrowienie
Jak niegdyś rankiem, dzwonek farnej wieży.
I całe miasto w oczach się powiększa
Przez mgłę tęsknoty, co wszystko upiększa.
Jak tam spokojnie płynie ludzkie życie
Mierzone dźwiękiem słodko brzmiących godzin 
Jak wody w Prosny łagodnym korycie 
Dnie upływają w kółku cichych rodzin
I z domowego ogniska blask strzela
Który przechodnia oczy rozwesela (...)

(...) Tak mi to wszystko cudnie się uśmiecha
Tak mnie ta przeszłość pociąga znikoma, 
Że szukam wzrokiem, gdzie jest owa strzecha,
Pod którą spocznę wśród przyjaciół grona,
Ale na próżno ... bo w mej idealnej
Podróży błądzę jak cień - niewidzialny (...)

(...) Z czasem powoli wszystko się zaciera, 
A więc i moje zatarły się ślady...
Stary park na mnie z zdziwieniem spoziera
Pytając, co to za przechodzień blady?
I nawet mury wahają się szkolne
Rozpoznać we mnie swe dziecko swawolne(...)

      W 1896 r. upływało trzydziestolecie twórczości Adama Asnyka.

"Rodzinny gród poety prastary Kalisz, nie mógł nie przyjąć udziału w hołdzie dla swego" syna i brata"36.

      Kaliszanie wysłali Asnykowi dnia 26 grudnia 1896 r. jako dar jubileuszowy Album widoków Kalisza z dedykacją i listem Stefana Gillera oraz podpisami wielbicieli.
      6 stycznia 1897 roku w numerze 2 "Gazety Kaliskiej" wydrukowany został list Adama Asnyka z odpowiedzią i podziękowaniem za ów podarunek.
      List ten został napisany rok przed śmiercią a słowa w nim zawarte świadczą, że gród nad Prosną pozostał w sercu poety do końca życia.

       Drogi mój Stefanie.

      Wśród dowodów pamięci i przyjaźni, jakie z wielu stron otrzymałem, do najdroższych sercu mojemu należał list Twój, który poruszył cała falę jasnych, słodkich i rzewnych wspomnień.
Błogie czasy dzieciństwa, szkolne ławy, rodzinne miasto, ognisko domowe, przyjaciele, koledzy, starzy rodzice, wszystko to naraza odrzyło w pamięci mojej.
      Ty, towarzysz młodości, brat po piórze wyciągnąłeś rękę z mroków przeszłości i dałeś mi chwile nieopisanego wzruszenia, w którem upajająca słodycz wspomnień walczyła z melancholią starości (...)
      (...) Pierwsze miejsce w mym sercu zajmują przede wszystkim drodzy moi Kaliszanie, Ty, więc zechciej być tłumaczem moich uczuć dla nich.
      Powiedz im, że pamięć i życzliwość macierzystego grodu dała mi u schyłku życia wrażenie uścisku i błogosławieństwa matki, które ze czcią, i wdzięcznością, jak syn przyjąłem (...)
      (...) Cieszę się jak dziecko, otrzymanymi widokami Kalisza i podziwiam, żeście instynktem serca wiedzeni, odnaleźli właśnie to, co mnie najwyższą rozkosz sprawić mogło ...
      Bóg wam zapłaci za ciepło serc waszych, którem mnie ogrzeliście. Ściskam Cię najserdeczniej a razem z Tobą wszystkich, wszystkich.

Wasz zawsze duchem syn i brat 

Adam Asnyk
 

Przypisy:

1 Dziś ulica Zamkowa 14.
2 W parafii św. Mikołaja zachowała się metryka chrztu.
3 Źródła podają 2 miejsca urodzenia ojca Adama Asnyka Warszawę i Pragę. Prawdopodobnie urodził się w dzielnicy Warszawy - Pradze.
4 Notatka biograficzna, którą Asnyk napisał dla Franciszka Kvapila, tłumacza jego poezji na język czeski, zamieszczona w Przeglądzie Literackim z roku 1897 nr 19/20.
5 Tamże.
6 Tamże.
7 Dopisek autora pracy.
8 Śladami życia i twórczości Marii Konopnickiej. Praca zbiorowa pod redakcją Jana Baculewskiego. Warszawa 1966.
9 A. J. Mikulski "Adam Asnyk" Czytelnik 1948.
10 Artykuł Zofii Sokołowskiej "Pierwsza miłość Asnyka" zamieszczony w Biesiadzie Literackiej z roku 1911.
11 A. Asnyk "Echo kołyski" w Poezje wybrane - Wydawnictwo Literackie Kraków 1960 r s. 82.
12 Zofia Sokołowska - patrz przypis nr 10.
13 A. Asnyk - Notatka biograficzna - patrz przypis 4.
14 Patrz przypis 10.
15 Patrz przypis 4.
16 Patrz przypis 9.
17 Maria Konopnicka "Urbanowa" w "Nowele" Czytelnik r. 1967 s. 163.
18 Tamże.
20 Józef Trietiak "Asnyk i jego liryka" Ateneum r. 1881 tom I, s. 297 - 323.
21 Patrz przypis 4.
22 Tamże.
23 Karol Beithel - jak podaje Kaliszanin z dnia 5 listopada 1875 r - zmarł w Piotrkowie 9 października 1875 r. 3 listopada tego roku w murach farnej świątyni (dziś bazylika św. Józefa) odbył się akt żałobny. W jeden z filarów kościoła została wmurowana marmurowa tablica z napisem: śp. Karolowi Beithlowi inspektorowi szkół kaliskich ukochanemu ojcu młodzieży na cześć i pamięć pedagogicznych i obywatelskich jego zasług koledzy i uczniowie ten kamień położyli. W chwili obecnej ta tablica nie istnieje.
24 Szkoła Kaliska. Dzieje I Liceum Ogólnokształcącego im. Adama Asnyka w Kaliszu pod redakcją Edwarda Polanowskiego. Kaliskie Towarzystwo Przyjaciół Nauk 1993 r. s. 87.
25 Tamże.
26 Tamże.
27 Tamże.
28 Kaliszanin z 1885 r.
29 Obok nazwiska Kazimierza Asnyka występuje tam również nazwisko Józefa Wasiłowskiego, ojca Marii Konopnickiej.
30 Patrz przypis 4.
31 Tamże.
32 Cytat z poematu Juliusza Słowackiego "W Szwajcarii" nieco zmieniony przez Asnyka.
33 Listy Adama Asnyka - Archiwum Literackie tom XVII. Zakład Narodowy Ossolińskich. PAN-1972.
34 Patrz przypis 20.
35 na ulicy Warszawskiej 59 (Asnykowie mieszkali pod nr 60) mieszkał znany kaliski zegarmistrz Jeremiasz Wagner, na jego domu był umieszczony wielki zegar.
36 Kalendarz kaliski - 1908 r. Artykuł Stefana Gillera "Jubileusz Adama Asnyka w Kaliszu".