III. Siąszyckie retrospekcje

Wśród cichej nocy do wioski, co w dole
Ponad srebrzystym rzucona strumieniem
Zdążał podróżny i witał westchnieniem
Wysmukłe, z dala widzialne topole.

Chociaż zmęczony, przyspieszał wciąż kroku
Jakby przypuszczał, że mu sił nie stanie
I całą duszę umieścił w swym wzroku
Na pierwsze, długie, łzawe powitanie.

Świadomy drogi, przez lasek brzozowy
Zbiegł na dół ścieżką i zniknął w olszynie
Aż stanął wkrótce na mostku przy młynie
Słuchając jego z bocianem rozmowy.

Co mu powiedział bocian i młyn stary
Swoim klekotem płynącym po rzeczce?
Jakie obudził wspomnienia i mary 
Ten głos dwóch starców w nieustannej Sprzeczce?

Nie wiem - lecz silniej pobladły mu lica
W srebrzystym świetle bladego księżyca (...)

    A. Asnyk "Powrót do domu"

 Dwór w Siąszycach
Tak prawdopodobnie wyglądał dwór w Siąszycach.

      Siąszyce - gmina Rychwał, parafia Grochowy.
      Wieś leżąca na trasie Kalisz - Konin, ani ładna, ani brzydka, zwyczajna jakich w Polsce tysiące. Aby ukazać niezwykłość tego miejsca musimy cofnąć się w czasie do roku 1834, kiedy to wraca z zesłania ówczesny dziedzic siąszycki Wojciech Gałczyński (potocznie zwany Wosiem), mąż Anieli z Kurnatowskich Gałczyńskiej.
      Oficer biorący udział w powstaniu listopadowym został ranny w bitwie pod Grochowem i dostał się do niewoli rosyjskiej. Wywieziony w głąb Rosji spędził na Syberii dwa i pół roku. Po ogłoszeniu przez cara amnestii wrócił do rodzinnej wsi. 

"Był dzień świętego Andrzeja Apostoła. Gruda ścisnęła drogi, śnieżek polatywał. Przed dworem siąszyckim zatrzymał się wózek zaprzężony w dwie nędzne szkapiny. Z wózka zsiadł oberwany, brodaty dziad i szedł przez podwórze, kierując się nie do oficyny, nie do bramy ogrodowej, lecz w bok do furtki kędy stała Zofia. 
Obdarty brodacz podszedł do dziewczyny 
- To pewnie Zosia? szepnął w końcu wahająco. 
Skinęła głową urażona, że poufale wymawia jej imię. Chciała cofnąć się za furtkę, lecz on stanął w przejściu. Jak gdyby z nagłą decyzją, schrypłym głosem spytał:
- Gdzie, Twój ojciec? 
- Tatuś jest na Syberii
- Dawno?
- O dawno...
- Pamiętasz go?
- Nie bardzo - przyznała 
- To skąd wiesz?
- Mamcia nam wciąż o tatusiu mówi...
Stęknął czy jęknął. Zofia zlękła się, że wariat.
On wybuchnął.
- To ja jestem tatuś! Wróciłem do was! Wróciłem!.
Nie rozumiała, patrząc na obcego rozszerzonymi oczami. 
W ujadanie podwórzowych psów wdało się nagle skomlenie tak przeraźliwe, że dziewczyna spojrzała w tę stronę. Sułtan, stary Sułtan wyleciał lak szalony z obory. Skomli, pędzi, potyka się sztywnymi łapami na grudzie. Skacze na pierś brodacza, wącha go, liże, sapie z wysiłku i emocji, piszczy, łasi się...
- Sułtan-szepce obcy.
- Tatko! Krzyknęła Zofia, pojąwszy nareszcie, puściła się pędem ku domowi.
Niemi świadkowie tej sceny zrozumieli również.
- Rany Boskie. To nasz dziedzic.
Pies poznał... Ludzie gardzą zwierzętami, ale świadectwo zwierzęcia jest wiarygodniejsze niż świadectwo ludzkie.
Zwierzę nie skłamie i zwierzę się nie omyli. Ten dziad obdarty to jest sprawiedliwie dziedzic(...)57 

       Ta piękna, wzruszająca scena pochodzi z pierwszego tomu książki Zofii Kossak Szczuckiej - Szatkowskiej pod tytułem "Dziedzictwo", a wspomniana w niej Zofia, to druga z kolei córka Wojciecha Gałczyńskiego, późniejsza żona Juliusza Kossaka, matka Wojciecha i Tadeusza Kossaków, babka Marii Pawlikowskiej - Jasnorzewskiej, Magdaleny Samozwaniec i Zofii Kossak - Szczuckiej.

      Szkoda, że nie jest ona zgodna z rzeczywistością.
      Według autorki "Dziedzictwa" - Gałczyński powrócił do domu w roku 1848,gdzie czekały na niego żona i córki (było ich sześć: Rozalia, Zofia, Aniela, Cecylia, Jadwiga i Józefa).
       Prawda natomiast wygląda inaczej. Gałczyński, kiedy wracał z zesłania miał tylko jedną córkę Rozalię. Pozostałe pięć urodziło się później. Zofia przyszła na świat 20 lipca 1834 roku, nie mogła więc witać wracającego ojca, gdyż nie było jej jeszcze na świecie.
      Ale do "Dziedzictwa" będziemy jeszcze wracać wielokrotnie, gdyż jak to pięknie napisał Kazimierz Olszański w książce "Niepospolity ród Kossaków"

"Powieść ta przepełniona była głębokim ukochaniem historii, tradycji i obyczaju polskiego, napisana przepięknym językiem, stylem i uczuciem wzrusza czytelnika. Maluje w niej pisarka patriotyczną atmosferę dworku szlacheckiego swych pradziadów Gałczyńskich i dziadów Kossaków na tle wypadków lat 1848-1860. Tego ujmującego wrażenia nie osłabia zgoła to, że faktografia wielu realiów z życia rodziny jest w tej książce pełna nieścisłości.
Piękno utworu pisarza nic przez to nie traci, że historyk sprostuje pewne błędy(...)58.

     Na ziemi siąszyckiej w maleńkim modrzewiowym kościółku w Grochowach dnia 25 sierpnia 1855 roku Zofia Gałczyńska i Juliusz Kossak powiedzieli sobie sakramentalne tak.
      Dziś niestety kościółka już nie ma, został rozebrany w chwili wybudowania nowej, murowanej świątyni.
      Poznanie się owej pary, również przedstawione jest w dwóch wersjach.
      Pierwsza, ładniejsza podana przez prawnuczkę Wosia - Zofię Kossak - Szczucką w "Dziedzictwie", mówi, że Kossaka przywiózł do Siąszyc przyjaciel Gałczyńskiego, dziedzic dóbr kórnickich Działyński, aby ten malował konie, których Woś posiadał niemało, a że kochał te piękne zwierzęta rad był mieć w domu portrety swoich ulubieńców.
      Juliusz zobaczył słynącą z urody Zofię, kiedy wracała z objazdu

... "Dzień miał się ku zachodowi, kiedy Wojciech z Zofią wracali konno, weseli, wychłostani wiatrem, obryzgani błotem.
Wojciech siedział na Perkunie, Zofia na Fatimie. 
Roztargane włosy pasmami przegradzały jej twarz, białe zęby błyszczały, istna cygańska królewna..."59 

      Nieco inną wersję podaje K. Olszański:

"W roku 1855 idąc Krakowskim Przedmieściem zobaczyłem śliczną brunetę, idącą z panią Biernacką, żoną artysty, skrzypka i przyjaciela jeszcze z Galicji.
Jakby we mnie strzelił, nie wyszła mi już z głowy ta postać..."60

      Wersja podana przez K. Olszańskiego, nieco brzydsza ,jest bardziej prawdopodobna, pochodzi bowiem z autobiografii samego Juliusza, a wspomniana pani Biernacka to najstarsza siostra Zofii, Rozalia, żona Nikodema Biernackiego, koncertmistrza orkiestry teatrów warszawskich.
       Po jej przedwczesnej śmierci (zmarła przy porodzie a dzień później jej syn) Biernacki skomponował rzewny utwór "Pożegnanie" do słów K. W. Wójcickiego.
       Nazwisko Wojciecha Gałczyńskiego związane jest także z Adamem Asnykiem.
      Młody poeta bywał w Siąszycach w gościnie u Wosia. Nie wiemy, czy państwo Asnykowie poznali go za pośrednictwem Adama Helbicha, który był przyjacielem i lekarzem rodzinnym Gałczyńskich (jego syn Józef poślubił najmłodszą córkę Gałczyńskiego, Józefę), czy też wspólna przeszłość (udział w powstaniu i zsyłka na Sybir) złączyła losy Wojciecha Gałczyńskiego i Kazimierza Asnyka.
      Jakkolwiek było naprawdę, pewne jest, że wątłemu i chorowitemu Adamowi pobyt na wsi dobrze robił, a że z gospodarzem darzyli się sympatią wzajemną, toteż do Siąszyc przyszły poeta jeździł chętnie na wakacje. 
      Zofia Kossak - Szczucka tak charakteryzuje młodego Adama Asnyka:

"Chłopiec był dumny, wrażliwy, przesadnie nieśmiały, sam pisywał wiersze nie przyznając się do tego nikomu.
Bał się panien, szczególnie Zofii, której żywość, pewność siebie, imponująca uroda napełniała go poczuciem własnej nicości.
Łagodna Cesia była przystępniejsza. Próbował parokrotnie nawiązać rozmowę o ulubionych książkach, ale nie szło, gdyż Adaś lekceważył panów Dumasa i Sue, Cesia zaś nie słyszała nigdy nawet tytułów książek, w których zagłębiał się student. 
Na koniu siedział jak pies na płocie, lecz za konną jazda przepadał..."61

     Poważny, inteligentny młody człowiek najchętniej przebywał w towarzystwie Wosia. 

"Gospodarz zagłębiony w swym ulubionym fotelu palił fajkę na długim cybuchu opartym o dywan. 
Na kominku płonął ogień (...) 
(...) Poruszali różne tematy przeważnie społeczne lub polityczne. Dyskutowali. Adaś Asnyk pozbywał się wtedy nieśmiałości, a małomówny zazwyczaj pan Wojciech chętnie wyrażał swoje poglądy ta rzadko znajdujące zrozumienie (...)"62

      Młody Adam chętnie słuchał opowieści Gałczyńskiego. Wspomnienia gospodarza wywierały na młodą duszę ogromny wpływ. Wrażliwa ponad miarę osobowość młodzieńca znajdowała ukojenie w poezji.

"W pokoiku na facjatce drżącymi dłońmi krzesał ognia by zapalić świecę. Kiedy zapłonęła chwycił gorączkowo zeszyt, pióro, otworzył kałamarz i pisał, kreślił usiłując znaleźć słowa wyrażające uczucia, wzbudzone opowiadaniem gospodarza".63

      Lata spędzone na Syberii nauczyły Wosia, że nie ma podziału na bogatych i biednych, bo tak naprawdę, to, co posiadamy jest niewiele warte. 
      Rosyjskie przestrzenie, zimno i głód uświadomiły, Gałczyńskiemu jego kruchość i małość wobec przyrody, jedynego prawdziwego majestatu, przed którym należy chylić czoła bez względu na to, kim się jest.
      Dlatego jako pierwszy postulował za uwłaszczeniem chłopów, próbując przekonać o słuszności tego czynu swoich przyjaciół - dziedziców innych wsi. 
      Nie znalazł jednak zrozumienia. 

"Każdy z nich żywił przekonanie, że Wojciech niegdyś był to chłop do rzeczy, a powróciło dziwadło. Trudno się temu cudować. W takiej pracy, poniewierce... I kiedy przy innej okazji Gałczyński powiedział, że nie żałuje lat spędzonych na Syberii, gdyż dużo przez nie skorzystał, nikt nie oponował, oglądając się tylko, czy służba nie słyszy niepoczytalnych słów pana"64.

       Dom siąszycki był domem otwartym, zjeżdżali tu bogaci gospodarze okolicznych wsi, ale Woś chętnie przebywał z młodymi nieco biedniejszymi ludźmi, goszcząc ich pod swym dachem. Taką osobą był wspomniany wcześniej Adam Asnyk oraz Ignacy Komorowski, kompozytor, twórca pięknej muzyki do wiersza Teofila Lenartowicza "Rosła kalina z liściem szerokim"
      Dziś z dworu Wojciecha Gałczyńskiego nie pozostało już nic. Materiał ze zniszczonego pałacu posłużył do budowy plebanii kościoła farnego w Koninie (tego, przy którym stoi najstarszy w Polsce znak drogowy oznaczający połowę drogi pomiędzy Kruszwicą a Kaliszem).
      Posłuchajmy jeszcze Zofii Kossak - Szczuckiej i zatrzymajmy się na chwilę w Siąszycach w czasie ich świetności, kiedy tętniło tu życie.

"Za siąszyckim dziedzińcem było wzgórze, na wzgórzu stała stara rozłożysta topola. Ze wzgórza szeroki widok na pola, zagajnik, wieś nad stawem i rzeczkę. W ciepłe dni Gałczyński lubił siedzieć na wzgórzu i patrzeć. Nie było w tym widoku nic nadzwyczajnego, co by zadziwiało wzrok. Swojskie kołtuniaste wierzby, schylone rzędem nad strugą, szachownica chłopskich pól, garbate chaty, krzywe płoty, ot jak wszędzie w Polsce. Gałczyński jednak patrzył, jakby nie mógł się napatrzyć"65

Płyta nagrobna Wojciecha Gałczyńskiego.
Płyta nagrobna Wojciecha Gałczyńskiego.

      Dziś stare drzewa na wzgórzu być może pamiętają Wosia. Jedynym śladem, jaki pozostał po tej wielkiej postaci jest płyta nagrobna umieszczona przed kościołem w Grochowach i jest "Dziedzictwo" - piękna książka, którą mieszkańcy Siąszyc kochają, choć jak twierdzą Zofia Kossak - Szczucka nigdy w Siąszycach nie była66. Nie ma to jednak większego znaczenia gdyż dzięki "Dziedzictwu" pamięć o rodzinie Wojciecha Gałczyńskiego przechodzi na następne pokolenia.


Przypisy:

57  Zofia Kossak - Szczucka - Szatkowska "Dziedzictwo" tom pierwszy. Instytut Wydawniczy PAX 1966.
58  Kazimierz Olszański "Niepospolity ród Kossaków".
59  Patrz przypis 57.
60  Patrz przypis 58.
61  Patrz przypis 57.
62  Tamże.
63  Tamże.
64  Tamże.
65  Tamże.
66  Zofia Kossak - Szczucka - Szatkowska córka Tadeusza Kossaka napisała pierwszy tom "Dziedzictwa" w Anglii w 1956 roku. Pozostałe tomy były pisane w kraju. Tom drugi w 1964 r., tom trzeci w 1967 - wspólnie z mężem Z. Szatkowskim.