|
Żydowska dzielnica w Kaliszu
Według przypuszczeń historyków Żydzi pojawili się w naszym mieście około
1140 roku. Tego faktu nie potwierdzają jednak żadne pisane dokumenty z tej
epoki. Za słusznością owej teorii przemawiają ówczesne prześladowania
wyznawców religii mojżeszowej w Czechach i w Niemczech, w związku z którymi
mieliby oni znaleźć schronienie w Kaliszu. I tak miasto nad Prosną stało się
siedzibą jednej z najbardziej znamienitych gmin żydowskich w Polsce. Świadczy
o tym wiele wzmianek i dokumentów dotyczących kaliskiego kahału, wśród których
czołową pozycję zajmuje słynny Statut Bolesława Pobożnego z 1264 r.
Gmina zajmowała zwarty obszar w zachodniej części
miasta. Główną ulicą przecinającą go była Złota zwana Żydowską. Od
niej odchodziła sieć mniejszych ulic oraz zaułków i przejść istniejących
tylko na mapie miasta, a w rzeczywistości zatarasowanych i nieprzejezdnych. Żydom
zakazano osiedlania się poza dzielnicą, czego jednak nie bardzo przestrzegali.
Sprzeciwiał się temu m.in. kościół parafialny, ponieważ ubywało mu świadczeń
i datków od parafian. Problem rozwiązała ugoda z 1764 r., podpisana między
synagogą a kanonikami regularnymi, zarządzającymi kościołem św. Mikołaja.
Żydzi zobowiązali się oddawać corocznie daninę wosku żółtego wartości
150 zł., a jako rekompensatę za kolędę dodatkowo 16 zł. Opłaty te jednak
nie były uiszczane regularnie. Niektóre rodziny żydowskie osiedlały się
poza dzielnicą, głównie wzdłuż ul. Złotej w kierunku rynku. Na jego rogu
znajdowała się kamienica Jakuba Podbowicza, której część zamieszkiwali Żydzi.
Dzielnica była zabudowana ciasno i nietrwale. Przeważały budowle parterowe
(tylko ok. 10% domów posiadało piętra mieszkalne). Były to budynki
niewielkich rozmiarów (szerokość przeciętnego domu nie przekraczała 7 m., a
długość 12-18 m.). Na ogólną liczbę domów wykazanych w rejestrze
podatkowym z 1789 r. zaledwie dziewięć było murowanych (część z nich miała
strukturę mieszaną: dół murowany, góra drewniana). W parze z ciasną
zabudową szło zagęszczenie mieszkańców w poszczególnych domach. W każdym
z nich mieszkały przeważnie dwie, trzy rodziny. Oprócz tego musiało być
jeszcze miejsce na sklep, warsztat lub magazyn. Budynki otoczone były
stajenkami, kramami, czy prowizorycznymi składami. Ciasna, drewniana zabudowa
stwarzała wielkie niebezpieczeństwo pożarów, które nawiedzały ten obszar
bardzo często. Z nakazów i ponagleń urzędu miasta wynika, że Żydzi nie
doceniali niebezpieczeństwa ognia, gdyż obrona przeciwpożarowa nie była w
należytej gotowości. Trudno było także utrzymać czystość w tym zatłoczonym
miejscu. Sytuację łagodził fakt, że opieka lekarska - jak na owe czasy - stała
tu na całkiem wysokim poziomie. Według spisu z 1793 r. w dzielnicy działał
jeden medyk wspomagany zapewne przez cyrulików. Poza tym Żydzi odżywiali się
bardziej racjonalnie niż mieszczanie chrześcijańscy, co zapewne miało wpływ
na współczynnik śmiertelności w rodzinach żydowskich. Najważniejszym
punktem dzielnicy był Rozmarek (Rozmark). Stała tutaj stara zabytkowa synagoga
z kopułą zwieńczoną gwiazdą Syjonu. Przy bóżnicy znajdowała się
wyznaniowa szkoła żydowska, czyli cheder.
Czas ognia, czas zarazy
W 1792 r. żydowską część miasta nawiedziła
katastrofalna w skutkach pożoga, która obróciła ją w zgliszcza. Przerażeni
Żydzi zrezygnowali nawet z prób zbiorowej samoobrony i ograniczyli się do
ratowania własnego majątku ruchomego. "Wielu nie było w domu - pisze
naoczny świadek - poodjeżdżali na jarmark do Grabowa; powróciwszy z drogi,
zastali rzeczy swoje albo spalone, albo rozkradzione ,a domy w popiele". Na
sto siedem wszystkich domów zniszczeniu uległo aż sto sześć. Ucierpiała również
stara kazimierzowska synagoga, którą udało się jednak szybko doprowadzić do
dawnej świetności. Dzielnicę odbudowano w zawrotnym tempie. Pokrzyżowało to
plany władz pruskich, które chciały zaprowadzić tu "ład i porządek".
Planowano zabudowę Końskiego Targu oraz przemieszczenie części ludności
poza zasięg murów miejskich. Jednak nie udało się tego dokonać, gdyż żydowscy
mieszkańcy "szybko, z byle jakiego materiału, znów ciasno i bezładnie
odbudowali swoją dzielnicę". Przy okazji wzrosła również ich liczba.
Kiedy Kalisz znajdował się w obrębie Królestwa Polskiego stan sanitarny
dzielnicy nie uległ poprawie, lecz pogorszeniu. A. Chodyński w ten sposób
opisuje jej smutny wygląd: "[...] złe bruki, cuchnące rynsztoki, błoto
i smrodliwe podwórka pełne chlewików i obórek, jedynych już ponoć w środku
miasta." Główna ulica dzielnicy, czyli Złota, a także Garbarska,
Targowa i Piskorzewska były tak zaniedbane i zagracone, że uniemożliwiały
swobodne przejście. Zabudowa była jeszcze ciaśniejsza i bardziej zagęszczona,
gdyż przybywało mieszkańców, a obszar dzielnicy nie powiększył się ani o
metr. W jednej izbie mieszkała przeważnie bardzo liczna rodzina, a zdarzało
się, że nawet dwie. Potwierdza to ogłoszenie z 1843 r., mówiące o
wystawieniu na licytację dwupiętrowego domu przy ulicy Złotej. Jego treść
zawiera informację, iż budynek ten zamieszkiwało piętnastu lokatorów z
rodzinami, a oprócz tego był tam jeszcze lokal publiczny, wynajmowany przez
synagogę. Artykuł z Gazety Handlowej i Przemysłowej (1845 r.) ukazuje podobny
wizerunek kaliskiej dzielnicy żydowskiej: "Najszkaradniejszą częścią
miasta są ulice żydowskie, nieczyste, smrodliwe, domy brudne, odrapane, walące
się, wewnątrz ich kałuże i obrzydliwe niechlujstwo. W domach tych bardzo często
co izba to inszy właściciel i jakże tu może być porządek, kiedy każdy z
nich radby uniknąć ogólnej naprawy i zwalić cały wydatek na swego sąsiada."
Takie zaniedbanie doprowadziło do szeregu klęsk żywiołowych, które w ciągu
jednego dziesięciolecia częstokroć nawiedzały tę część miasta. W 1848 r.
wybuchła epidemia tyfusu plamistego, której ofiarą padło bardzo wielu
starozakonnych. W cztery lata później w 1852 r. okrutne żniwo wśród
kaliskich Żydów zebrała epidemia cholery, która wkrótce z dzielnicy
rozszerzyła się na całe miasto. Dziennie umierało ok. sześćdziesięciu osób.
18 lipca tego samego roku w stajni hotelu Puscha przy ulicy Piskorzewskiej
wybuchł pożar. Była to ponoć najstraszniejsza pożoga, jaką widział do tej
pory prastary Kalisz. Ludzie zmagali się z nią przez ponad półtorej doby. Spłonęło
157 domów właścicieli żydowskich i 12 chrześcijańskich. Bez dachu nad głową
zostało 369 Żydów i 14 chrześcijan. Jedynym pozytywnym skutkiem pożaru było
zahamowanie epidemii cholery, jednak jest to " kropla w morzu" w porównaniu
do szkód jakie wyrządził. Zagładzie uległa również stara zabytkowa
synagoga. Miasto pospieszyło z pomocą. Zaczęto zbierać składki na pogorzelców.
Rząd Gubernialny przekazał 10000 rubli na ich wsparcie oraz na odbudowanie
synagogi. Pomoc ta nie docierała na czas i nie do wszystkich, o czym świadczą
liczne prośby o nią do urzędu miasta. Dzielnicę wzniesiono znów w błyskawicznym
tempie. Odbudowano także bóżnicę, ale nie mogła się ona równać z
poprzednią. Nowe domostwa znów wznoszono bezładnie i chaotycznie, a
narzekania kaliszan na fatalny stan sanitarny oraz estetykę nie ustawały.
Upust tym narzekaniom dawano w lokalnej prasie, m. in. w
"Kaliszaninie". Użalano się na plac przed synagogą zawalony zgniłą
słomą, błotem i końskimi odchodami. Proponowano wybudowanie bazaru, do którego
można by było przenieść wszystkie bezładnie stojące stragany i kramy.
Podobno zdarzały się nawet napady rabunkowe, które umożliwiało nieustanne
zatłoczenie ulic Złotej i Garbarskiej.
Żydzi i Polacy Relacje interpersonalne między
żydowskimi i chrześcijańskimi mieszkańcami naszego miasta w II połowie XIX
w. układały się pomyślnie. Było to niewątpliwie zasługą przewodniczącego
gminy wyznaniowej Ludwika Mamrotha. Lata 50. i 60. XIX w. były dla kaliszan
szczególnie trudnym okresem. W tym czasie w mieście narodził się jeden z
największych zrywów narodowo-wyzwoleńczych w historii Polski - powstanie
styczniowe. Kaliscy Żydzi czuli się współodpowiedzialni za losy swojej
"drugiej ojczyzny" i jednoznacznie podkreślali swoją jedność z
Polakami. Przykładem tego może być uroczyste nabożeństwo, które odbyło się
14 października 1861 r. w bóżnicy w intencji arcybiskupa Fijałkowskiego. Na
uroczystość licznie przybyli Żydzi oraz chrześcijanie, by wspólnie uczcić
pamięć zmarłego. Następnego dnia takie samo nabożeństwo odbyło się w kościele
farnym i przybyło na nie bardzo wielu starozakonnych. Również spora liczba żydowskiej
młodzieży Kalisza brała udział w manifestacjach patriotycznych przed
powstaniem, czego dowodzą raporty policyjne. W 1863 r. Żydówki kaliskie
potajemnie wyhaftowały chorągiew bojową z napisem "Walecznym braciom
Polakom" i podarowały ją powstańcom. Ten gest w pełni odzwierciedla
jedność żydowskich mieszkańców Kalisza z walczącymi Polakami. Przyjazne
stosunki uwidaczniały się także na pogrzebach wybitnych osobistości (np. dra
Goldbergera, czy p. Mamrothowej), w których chrześcijanie wspólnie z Żydami
licznym uczestnictwem i postawą oddawali ostatni hołd zmarłym.
W aktach archiwalnych znajdujemy informację mówiącą
o wystąpieniach kaliskich starozakonnych przeciwko misjonarzom angielskim, którzy
usiłowali nawrócić ich na wiarę chrześcijańską. Z dokumentów wynika, że
takie przymusowe nawracanie nie było pochwalane przez władze miasta, ale brały
one owych misjonarzy w obronę. Protokół zabraniający prześladowań
misjonarzy, a także Żydów, którzy przeszli na wiarę chrześcijańską
odczytano w bóżnicy wobec zgromadzenia. Jednakże te drobne incydenty nie wpływały
w decydujący sposób na stosunki żydowsko-chrześcijańskie w mieście.
Dzieje kaliskich Żydów są integralną, istotną częścią historii naszego
prastarego grodu. Kalisz zawdzięcza im bardzo wiele, gdyż poprzez aktywne
uczestnictwo w życiu miasta, wspomagali jego rozwój oraz kształtowali
niepowtarzalny charakter.
MARIA ZARĘBA, Kalisia Nowa nr 9/98, rys. Władysław
Kościelniak
Autorka jest uczennicą III Liceum Ogólnokształcącego im. M. Kopernika w
Kaliszu, klasy dziennikarskiej. Brała udział w ogólnopolskich konkursach:
"Historia i literatura Żydów w Polsce", "Tolerancja w dawnej
Polsce" zajmując trzecie i czwarte miejsce. Artykuł jest fragmentem pracy
pt. "Społeczeństwo żydowskie w Kaliszu w I połowie XIX wieku", która
została wysoko oceniona przez jury pierwszego z wyżej wymienionych kwizów.
|